Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O życiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O życiu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 stycznia 2021

... proś o wsparcie!

Niedawno umieściłam jasny komunikat na mojej PRYWATNEJ FB ściance o tym, że nie mam zgody na to, aby ktokolwiek czerpał ode mnie wiedzę ZA DARMO.

Po wielu komentarzach ludzi z bardzo różnych branż widziałam, że dla wielu te słowa były wkładem, ale jak zawsze znalazła się... Perła ;)

Wspominała o współczesnym ekshibizjonizmie na fb, wylewaniu żalu i proszeniu o enegetyczne wsparcie.

Cóż... każdy czyta słowa tak jak potrafi, bo jedyne, co się zgadzało, to ekshibicjonizm!

Tak, jestem ekshibicjonistką i na co dzień sprzedaję swoje życie, bo to zwyczajnie lubię i wiem, że dla wielu jest to wkładem, a mi pozwala porządkować myśli. 

Komuś się to nie podoba?

Drzwi do wagonu są po prawej stronie... usuń ze znajomych ;)

I kończąc ten nieco przydługi wstęp chciałabym kierować swoje słowa do tych, którzy uznali, że ze swoimi troskami, zmartwieniami, problemami muszą zostać w domu, nikomu nic o nich nie mówić i nigdy, przenigdy nie wylewać tego na FB... a już na pewno nigdy nie prosić nikogo o energetyczne, duchowe, anty-duchowe, nie-duchowe i inne -owe wsparcie!

Mój Drogi Czytelinku.... Droga Czytelniczko...

Jeśli czujesz, że jesteś w momencie, 

w którym zwyczajnie już nie możesz - proś o wsparcie!

Jeśli czujesz, że nie wiesz, co dalej - żal się, bo masz do tego prawo!

Jeśli czujesz, że dotarłeś do ściany życia swego - opowiedz o tym komuś, 

bo mogę Ci gwarantować, że dźwignąć emocje, stres i myśli jest łatwiej, 

kiedy rąk do dźwigania jest pare, a nie tylko dwie. 

Zdajesz sobie sprawę, co wtedy robisz sam dla siebie?

Uruchamiasz profilaktykę zdrowia psychicznego... profilaktykę depresji, bo depresja nie bierze się z dnia na dzień... więc jeśli już dziś zadbasz nawet w 1% o siebie, mogę Ci gwarantować, że kiedyś sobie za to podziękujesz... za to wylewanie żalu na FB czy na spotkaniu przy kawie... proszenie o wsparcie duchowe, energetyczne czy jakiekolwiek inne... czy szerokopojęty ekshibicjonizm (o ile dzielenie się sobą można tym nazwać?!).

Zawsze to powtarzam w gabinecie, że jak ktoś już u mnie jest, to znaczy, że zaczął sobie radzić, bo przyjść i poprosić o wsparcie, to część stania za sobą murem i radzenia sobie z czymś, co na ten moment wydaje się nie do przeskoczenia.

Także wylewaj żale... proś o wsparcie... przyjmij osądy tych, którzy mają z tym problem i wybieraj w tym SIEBIE!

POWODZENIA <3 


https://nataliaknap.com.pl/sesje-indywidualne/

środa, 6 stycznia 2021

... by szukać tak długo, aż się znajdzie Perłę.

Kiedy kupowałam zegarek, który widzicie na zdjęciu wiedziałam, że do Niego musi być kiedyś kupiona bransoletka. 


Zegarek czekał na swoją Koleżankę ponad 1,5 roku tak jak turmalin, który kocham czekał na swój idealny łańcuszek ponad 2 lata.

Można by stwierdzić, że mnie nieźle porąbało, bo po co tyle czekać, szukać i wybrzydzać w sklepach, a ja patrzę na to od zupełnie innej strony.

Nie noszę zbyt wiele biżuterii, bo uważam, że byle co na moim Ciele nie ma prawa wisieć. Ponadto mam drobne dłonie, nadgarski, jestem niska i zwyczajnie mało co wygląda na mnie bosko, dlatego tym bardziej doceniam to, czego uczy mnie moja biżuteria, by szukać tak długo, aż się znajdzie Perłę.

Nie mam co do tego wątpliwości, że moje ciało, moje nadgarstki, moje malutkie palce zasługują na same Perły, dlatego będę ich tak długo dla siebie szukała, aż znajdę.

Tak samo traktuję życie zawodowe i ludzi dookoła mnie.

Nie ma ich zbyt wielu, część po jakimś czasie odchodzi (robiąc przestrzeń dla innych!), ale Ci, którzy są, to zą absolutne Perły.

Innych do życia mego nie wpuszczam!

Dziękuję Ci Biżuterio za świadomość Pereł... za cierpliwość, której mi wciąż brakuje... za to niepoddawanie się w poszukiwaniu tego, co sprawi, że ja i moje Ciało rozkwitniemy wspaniałością siebie!

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Nie, że huragan przeszedł nad Stolicą czy inne tsunami...

Poruszę dziś temat, który mnie osobiście wnerwia, bo im prostszy i szybszy mamy ze sobą kontakt, tym mniej w nim... szacunku!

Mnie nauczono, że jak ktoś coś do mnie napisze, to należy mu... odpisać, co wcale dla wielu nie jest takie oczywiste, a niestety obecne nowinki techniczne pokazują nam doskonale, o której ktoś odczytał naszą wiadomość, a niedługo dowiemy się, gdzie wtedy był i czy miał Cię w dupie czy nie. 

No dobra! To właściwie wiadomo od początku ;) 

www.pixabay.com

Kiedy odpisuję Ci, że teraz nie mam czasu i napiszę jak wyjdę z pracy, oznacza to, że Cię... szanuję!

Kiedy odpisuję Klientowi, że dam mu znać, kiedy mam czas jak wrócę do domu, robię to, bo go... szanuję!

Kiedy ktoś odczytuje Twoją wiadomość i na nią nie odpisze ani słowem, robi to tylko dlatego, że Cię nie szanuje.

Nie, że huragan przeszedł nad Stolicą czy inne tsunami... po prostu ma Cię w dupie ;) 

I ja rozumiem, że można RAZ, ale kiedy ludzie tak robią non stop, to sorry, ale to nie jest kwestia tsunami.

Ktoś mógłby stwierdzić, że mam wygórowane oczekiwania w stosunku do ludzi... być może, bo ja z tych, co na masaż przychodzą 15 minut wcześniej nawet nie dlatego, żeby na spokojnie ciuchy z siebie zdjąć, ale dlatego, że szanuję tego, który mi ten masaż wykonuje.

Ale ja to zawsze byłam dziwna ;)

Jeśli masz podobnie... też zawsze odpiszujesz... odzywasz się... to wiedz, że dobrze Cię Rodzice wychowali.

I mnie chyba też!

... rozmawiam z drukarkami, lodówkami, zmywarkami, kwiatami i żyję!

Uwielbiam dialog z Rzeczami Martwymi, bo nikt mi tak nie dostarcza świadomości jak One.

Wystarczy obserwować, co robią, gdzie się psują, gdzie przeciekają i kolejne pytanie gotowe!

Od początku 2021 roku moja komórka praktycznie codziennie pokazuje mi, ile jest plików, które wartoby z niej usunąć. 

Nie wiem, co jej strzeliło, ale w 2020 zrobiła tak może z raz i od tego Jej pomysłu zrodziła się refleksja, że to absulutnie genialne czyścić dysk CODZIENNIE, a nie tylko od święta, by dbać o przestrzeń każdego dnia, a nie wtedy, jak się coś tak zatoruje, że nie sposób przejść.

"Jaki punkt widzenia mogę dziś pożegnać?

Jaki rodzaj śmieci wywalić z głowy mej?"

I co jeśli wszystko, ale absolutnie wszystko chce nam na co dzień dostarczać podpowiedzi... świadomości i radości życia, a tylko my nie jesteśmy zbyt uważni i zamiast zadać pytanie, wściekamy się na to, co Rzecz Martwa odpitala?

www.pixabay.com

Ja Rzeczy Martwe kocham od lat - nigdy mnie w tym dialogu nie zawiodły i nigdy nie podpowiedziały źle, bo One w przeciwieństwie do ludzi nie mają punktów widzenia, nie mają osądów, nie mają oczekiwań... po prostu ze mną są i głupota nasza polega na tym, że my z tych informacji nie chcemy korzystać, bo to głupio tak do drukarki coś mówić... bo to głupio ją spytać o zdanie ;) 

Ja rozmawiam z drukarkami, lodówkami, zmywarkami, kwiatami i żyję! 

Szczerze polecam ;) 

Natalia Knap - psychol(og)!


niedziela, 3 stycznia 2021

"Matko, ja dzisiaj zębów nie umyłam!"

1 stycznia 2021 tuptam sobie ochoczo do Rodziców na obiad... jest godzina 14:30, a w mojej głowie pojawia się myśl:

"Matko, ja dzisiaj zębów nie umyłam!"

Myśl jak myśl... czynność jak czynność, ale jest ona na tyle wdrukowana w poranny rozruch, że byłam w szoku z jaką łatwością wyleciała mi z głowy, bo akurat przez telefon z kimś rozmawiałam, bo rzuciłam się na rogalika, bo było 15 innych rzeczy i nagle o zębach zapomniałam.

I tu pojawia się pole do kolejnego pytania:

Jak wiele schematów, które mi już nie pracują mogę z lekkością pożegnać tylko dlatego, że pozwolę sobie o nich zapomnieć, a nie będzie to wymagało ciężkiej pracy jak to mi wcześniej wmówiono?

A co jeśli praca ze schematami i nawykami jest dużo prostsza niż nam się wydaje?

Roku 2021... to na serio bardzo ciekawe zaproszenie!!!! 

I dla jasności... ja nikogo nie namawiam do niemycia zębów... to rodzaj metafory w tym tekście, ale do pożegnania setek schematów z lekkością, bo skoro potrafimy o tych najmocniej wdrukowanych czasem zapominać, to będziemy w stanie zapomnieć też o tych, na których nam w szczególności zależy, by w 2021 roku poszły w niepamięć.

A co jeśli jest to prostsze niż Nam się wydaje?

www.pixabay.com

środa, 12 sierpnia 2020

Gdzie jeszcze niepotrzebnie sprzątam, a tam jest już dawno... posprzątane?

Kiedy w moim otoczeniu Rzeczy Martwe robią kolejnego psikusa, od razu wiem, że chcą mi coś podpowiedzieć.

Można by się śmiać z tego, co piszę, ALE dla mnie od lat w Rzeczach Martwych jest dużo więcej życia niż w nie jednym Człowieku.

Po raz pierwszy o ich magii usłyszałam w trakcie kursu hawajskiego masażu Lomi Lomi Nui i zdanie: "Jeśli chcesz zabrać kamyczek z plaży, spytaj się Go, czy chce z Tobą iść!" pamiętam do dziś, choć było to lata temu.

Robimy wczoraj z moją cudną M. sesję BARS® i nagle moja szafka na buty postanowiła w tym uczestniczyć i otwiera się z takim przytupem i półobrotem, że trudno jej było nie zauważyć.

W mojej głowie natychmiast powstało pytanie:

"Jakie drzwi chcą być otwarte, a my je wciąż zamykamy?"

Na drugi dzień biorę się za sprzątanie, a że szczerze lubię to robić, więc kiedy 30 minut nie mogę znaleźć puchatej nakładki na mopa, zaczynam być na serio wściekła i myśleć: "To jakaś paranoja! Ja chcę sprzątać teraz, tu, natychmiast! Aaaaaaaa!"

Chwilę ochłonęłam i zaryzykowałam pytanie:

Co jest w tym ku**** dobrego, 

czego ja jeszcze nie widzę, 

że nie mogę dokończyć sprzątania mego?"

Przeszłam jeszcze raz wszystkie zakamarki mieszkania mego, nawet do Rodziców zadzwoniłam z pytaniem, czy aby nie świsnęli mi tej nakładki i w głowie nagle pojawiło się pytanie:

Gdzie jeszcze niepotrzebnie sprzątam, 

a tam jest już dawno... posprzątane?

www.pixabay.com
www.pixabay.com

UPS... mopa schowałam, małe mebelki ponownie stanęły na podłodze, a ja zdecydowanym krokiem poszłam do paczkomatu po odbiór nowej... kiecki!

Dla mnie Rzeczy Martwe nie są... MARTWE!

Dla mnie Rzeczy Martwe to cudni Przyjaciele, Podpowiadacze i Nakierowywacze na magię życia mego.

Więc kiedy Ci się coś psuje... gdy otworzy niespodziewanie, zamiast wściekać się, proszę Cię... zadaj do tego jakieś... PYTANIE <3 

wtorek, 14 lipca 2020

A co jeśli nie wszystko, co nadaje się do naprawy, tej naprawy wymaga?

Przychodzi taki moment w życiu każdej baterii komórkowej, że pada z sił i trzeba ją ładować kilka razy dziennie, a że komórka moja ma już kilka sezonów, więc uznałam to za coś absolutnie normalnego.

Okazało się, że kupno do niej baterii na mieście graniczy z cudem - w pięciu odwiedzonych punktach poczułam smuteczek, więc zaczęłam szperać w Internecie, ile to moje cudo kosztuje.

Koszt wywołał kolejny smuteczek, ale przyjęłam go dzielnie na klatę, wiedząc, że ładowanie baterii kila razy dziennie nie ma najmniejszego sensu i albo zmieniam aparat albo baterię.

Następnego dnia robiąc kilka zdjęć nie działał mi flash, a jak nie działa, to robię  restart komórce i działa ponowie. 

Tak też uczyniłam i dzięki temu odzyskałam światło i... baterię!

Prawdę mówiąc do dnia dzisiejszego nie wiem, jakim cudem wyłączenie i ponowne włączenie komórki może wskrzesić baterię, ale widocznie nic tak nie działa jak dobre... stare... ctrl+alt+del. 

Po tym magicznym uzdrowieniu w głowie powstało pytanie:

Gdzie jeszcze mam punkt widzenia, że muszę coś wyrzucić
 i wymienić na lepszy model, 
a to, co tak naprawdę rozwiąże mój problem, 
to zwykłe przywrócenie ustawień fabrycznych?

Właściwie przydałby się inteligentny komentarz... podsumowanie, ale nie mam pojęcia, co mam Wam napisać, bo przyzwyczajona byłam raczej do rzeczy wywalania... a na pewno nie do... naprawiania i restartowania!

Do tego zaprasza mnie mój nowy DOM... ja tu wciąż coś naprawiam, przepycham, czyszczę, by mogło działać jak nowe!

A co jeśli nie wszystko, co nadaje się do naprawy 
(lub spotkania z koszem!), 
tej naprawy wymaga?

www.pixabay.com

Sesja BARS® by zrobić restart dla głowy... 

Sesja Facelift® by zrestartować Ciało...

poniedziałek, 18 maja 2020

Królestwo NAS... zamiast czubka własnego nosa...

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o "Królestwie Nas" na jednej z klas Access Consciousness, byłam szczerze oczarowana. 

Wielki minus, że o tym pisze się w ich książkach rzadko, a mówi się dopiero na drugim czy nawet trzecim etapie szkoleń, ale jak się głębiej nad tym zastanowię, ma to ukryty sens. 

Różnica w kreowaniu życia z Królestwa Mnie vs Królestwa Nas jest kolosalna.

To drugie to myślenie jedynie o czubku własnego nosa z założeniem, że JA i MOJE liczy się najbardziej, podczas gdy to pierwsze zaprasza do energii kreacji... każdego.

I teraz przykład: kiedy jestem z kimś w związku często pytam: "Czy jak zrobię XYZ to, to NAM więcej wykreuje czy mniej?", gdzie NAM oznacza mnie, partnera i jeśli partner ma dzieci, to również do tej szufladki zaliczam dzieci jego... gdyby była była żona, też zostanie... zaliczona ;) 

I teraz cały problem polega na tym, co absolutnie uzasadnia, dlaczego nie mówi się o tym na Klasie BARS® , ale na wyższych klasach, że jeśli nie jesteś jeszcze biegły w odróżnianiu, co jest lekkością, za czym warto iść, a co ciężarem, to niestety zaczniesz wtedy słuchać... głowy!


Głowa Ci powie: tego nie wolno Ci zrobić, bo zranisz innych, a w energii będzie kompletnie coś innego - tak, to wymaga wprawy i ogromnego zaufania do siebie!


www.pixabay.com
Czym jest dla mnie Królestwo NAS?

Dokładnie tym, że jeśli zadaję pytanie, nie zapominam o tym, że jestem z tym wszystkim, co dookoła mnie, połączona, ale nie w sensie negatywnym, ale takim, że jeśli ja zrobię XYZ, ktoś obok mnie lub tysiące kilometrów ode mnie skorzysta z tej energii i przestrzeni, którą dzięki temu stworzę.

Dla mnie Królestwo NAS to od momentu świrusa jakaś podstawa kreacji... czy jeśli umieszczę to zdjęcie na FB, to prócz mnie, ktoś na tym skorzysta? 


Bo ten czas nauczył mnie, że choć ja mogę WIEDZIEĆ, mieć świadomość, wybierać więcej, to inni mają najświętsze prawo się bać, wiedzieć swoje i wybierać to, co im na ten moment pracuje. Bez przekonywania siebie, bez racji, bez tego poczucia, że ja jestem teraz PONAD, a Ty całuj berło!

Nie!

To, że nie wszystko, co nas otacza, zaprasza mnie do strachu, nie oznacza, że mój świat nie może zaprosić twojego świata i w tej przestrzeni nie może zadziać  się... MAGIA.

A może właśnie... może!

Jaką magią możesz być dla mnie?

Jaką magią ja mogę być dla Ciebie?

Królestwo NAS... zamiast czubka własnego nosa <3  

Królestwo NAS... by wciąż pamiętać, że nie jesteśmy w tym wszystkim.... SAMI.

czwartek, 14 maja 2020

Ale wiem również, że to WIĘCEJ nie oznacza tylko... MNIE!

Poniższy post nie jest pisany dla każdego, ale jedynie dla tej grupy, która ma świadomość, że nic nie dzieje się przypadkowo i wszystko, co nas spotyka, jest naszą kreacją.

Jeśli powyższe zdanie sprawia, że pojawia się w Tobie myśl: "co ona pier***?!", zmień kanał!

Jeśli jednak hasło tak często powtarzane przeze mnie na klasie BARS "odpowiedzialność włącz!" jest Ci bliskie, zapraszam do lektury i do zadania sobie kilku pytań.

Kiedy rozmawiałam w ludźmi jeszcze na początku świrusa, wiele razy słyszałam: "styczeń, luty były rewelacyjne, biznes i wszystko inne szło super" i słowa te dotyczyły wielu różnych branż i form zatrudnienia. 

U mnie było podobnie!

www.pixabay.com
Kiedy przypomniałam sobie o tym jakieś 2 tygodnie temu, w mojej głowie pojawiły się natychmiast pytania:

Czego się przestraszyłam? 

Czego nie wybrałam? 

Co uznałam za "zbyt wiele / zbyt intensywnie" 
i że na pewno tego nie dźwignę?

Jakie zmiany stały na wyciągnięcie ręki, 
a ja udawałam, że ich nie widzę?

Powiem Wam szczerze, jak na spowiedzi... ukazało się co najmniej 5 momentów, 5 konkretnych myśli i sytuacji, w których zamiast wybrać z odwagą, wybrałam bez niej. 

I to jest OK!

Nie biczuję się za to, z życzliwością na to parzę, bo to pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy sama sobie podstawię kłodę pod nogi, ale uczciwie wracam myślami do początku marca.

Wiecie, po co to robię?

Żeby nie kreować ponownego zastoju w sobie, w swoim życiu prywatnym i zawodowym.

Dzięki temu czasowi i setkom pytań, jakie dzięki niemu powstały wiem, że pragnę WIĘCEJ!

Ale wiem również, że to WIĘCEJ nie oznacza tylko... MNIE!

P.S. O tym, jaka jest różnica między kreowaniem w klimacie "ja, ja, ja i tylko ja!", a kreowaniem z "królestwa NAS" w kolejnym poście.

czwartek, 30 kwietnia 2020

To wszystko wcześniej czy później wróci na stare tory... trzeba będzie wyjść z domu...

Spacerując dziś po parku dotarło do mnie, że wszystko powoli wraca na stare tory. 

Część z Nas pomału odmraża swoje Ciała z ponad miesięcznego siedzenia w domu, a część wciąż w tych domach siedzi i myśl o powrocie zwyczajnie ich przeraża. 

Opowiem Wam coś, czego doświadczyłam kiedyś w górach...

10 sierpnia 2013 rok
To była samotna wędrówka na Szpiglasowy Wierch z Morskiego Oka w kierunku Doliny Pięciu Stawów. 

Do szczytu pogoda była idealna, ale to, co spotkało mnie przy zejściu, ździebko mnie zaskoczyło. 

Ogromna mgła, mokre skały i łańcuchy.

Nie byłam przygotowana psychicznie na ten widok.

Na początku radziłam sobie nieźle, aż do momentu, w którym stojąc przodem do kierunku schodzenia poczułam w ułamku sekundy, jak mój ośmiokilogramowy plecak przechyla mnie do przodu, a ja coraz bardziej tracę pion.

Nie wiem... naprawdę nie wiem, jakim cudem z tego wyszłam, ale ktoś lub coś chwyciło mnie wtedy za plecak i skierowało moje ciało w kierunku skał.

Kimkolwiek... czymkolwiek wtedy byłe(a)ś... ja Ci nigdy za to nie podziękowałam, a dzięki Tobie... ŻYJĘ!

Przeraziłam się i to na poważnie.

Mocno przytuliłam do skał, złapałam łańcuchy, ile sił w dłoniach i poczułam jak z każdą sekundą moje nogi stają się jak z waty, a strach i panika centymetr po centymetrze zabierają moje ciało. Na szczęście odezwał się głos rozsądku:

10 sierpnia 2013 rok
"Musisz się teraz ruszyć. TERAZ, bo z każdą sekundą Twoje nogi coraz bardziej przestaną Cię słuchać, a Ty tam utkniesz na zawsze."

A że uznałam, że to byłaby niezła siara utknąć tak na łańcuchach (zwłaszcza, że w Dolinie Pięciu Stawów nie ma zasięgu!), postanowiłam ruszyć się z miejsca, choć bliżej mi było do paraliżu, aniżeli do radości istnienia.

Wiecie, jak wyprowadziłam się z tego stanu?

Mówiłam do siebie najcieplejszym głosem, jakim mogłam: "Tak Natalko, bardzo dobrze, tu się trzymaj... taaaak, przesuń prawą nogę niżej... świetnie..." i tak w totalnym połączeniu z samą sobą zeszłam na taką wysokość, gdzie ujrzałam turystów, którzy czekali, aż zwolnię łańcuchy... a że to już w ogóle byłoby siarą przy obcych panikować, szybko złapałam pion i na ledwo zipiących nogach zeszłam na dół.

Dlaczego o tym opowiadam... wielu ludzi dookoła nas odczuwa coś podobnego.

Myśl o odmrożeniu gospodarki, otwarciu miejsc pracy, galerii czy szkół zwyczajnie ich przeraża.

I teraz kieruję te słowa do Was, ale również do waszego otoczenia.

To wszystko wcześniej czy później wróci na stare tory... trzeba będzie wyjść z domu... im dłużej będziesz zwlekać z oswajaniem swojego strachu, tym trudniejsze się to stanie. 

Wiem... naprawdę wiem, co mówię... nauczyły mnie tego Góry i ten Ktoś, komu zależało, żebym nadal żyła.

Wcześniej czy później to wszystko wróci na stare tory, więc centymetr po centymetrze oswajaj siebie, swoje ciało i swój strach. 

A w razie czego... bardzo chętnie przejdę się z Tobą na spacer... a calutki Wszechświat poproszę o posiłki, by stanęły za nami murem tak, jak coś stanęło wtedy za mną pod Szpiglasowym... ale też czuwało nade mną, kiedy podczas innej wędrówki zsunęłam się ze szlaku <3 

Nigdy Wam za to nie podziękowałam... a dzięki Wam... ŻYJĘ!

Nie opisywałam tego wcześniej z tak wielką świadomością tego, co się wtedy stało, bo niby pamiętałam to fragment po fragmencie, ale schowałam ten opis gdzieś głęboko w sercu i podczas jednego z procesów (MTVSS), jakie mi mój wspaniały znajomy robił na Ciało, wszystko do mnie wróciło.... tak, doskonale wiem, czym jest stan paniki... co to znaczy bać się tak, że nogi, ciało odmawiają Ci posłuszeństwa. Trzeba wtedy ruszyć z miejsca... choćby na centymetr... a potem na następny... następny i następny...

Góry... moje góry... nawet nie wiecie jak cholernie jestem Wam wdzięczna... DZIĘKUJĘ <3 

Nie byłabym dzisiaj tym, kim jestem, gdyby nie WY... a teraz pozwólcie, że sobie popłaczę, bo moja wdzięczność sięga myślami na te wszystkie szlaki, na te wszystkie momenty, gdzie stawałyście za moimi plecami, chwytałyście mój plecak i dzięki temu... ŻYJĘ! 

A przypominam sobie o tym wszystkim dzień po obejrzeniu filmu AVATAR... czyli jednak wiem, czym jest prawdziwa komunia z Ziemią... wiem, tylko gdzieś po drodze o tym zapomniałam.

DZIĘKUJĘ... po prostu cholernie Wam za to dziękuję <3  

piątek, 24 kwietnia 2020

Możesz czyścić coś godzinami... a możesz to po prostu wyprać!

Postanowiłam kilka dni temu, że w końcu wyczyszczę kanapę z plam, plamek i innych, które narobiłam w ciągu ostatnich 2 lat wynajmowania mieszkania na Ursynowie.

I tak czyściłam na różne sposoby to dzień, dwa, a plamy z małych stawały się coraz większe. Znacie to? Chcesz dobrze, chcesz się plamki pozbyć, a ona rozpływa się i staje dwa razy większa.

"O losie, o Bogowie, czym ja mam to wyczyścić?"

I tak myślałam... i tak pytania zadawałam i nagle coś mnie tknęło, żeby podnieść materac do góry... a tam???

Zamek ujrzałam... taki wiecie jak w spodniach i po nitce do kłębka doszłam do wniosku, że mam do czynienia z materiałowym pokrowcem i wystarczy go zdjąć, wsadzić do pralki i albo będę musiała odkupować całe łóżko albo "Uratowani - Booocian!".

www.pixabay.com
Na szczęście pranie zadziałało i moim oczom ukazał się całkiem nieźle wyglądający pokrowiec, na pewno dużo lepiej niż z tymi plamami-gigantami.

Uratowana... a potem przyszedł czas na refleksję i na kolejne pytanie:

Gdzie jeszcze czyszczę, grzebię i pocę się przy tym okrutnie, 
a wystarczyłoby zdjąć pokrowiec i go po prostu uprać?

Gdzie jeszcze utrudniam sobie wywabianie plam, 
zamiast użyć do tego narzędzi, które dają łatwość, lekkość 
i nie wymagają pracy dłuższej niż 5 minut?

I tak od pokrowca doszłam do wniosku, że życie to jednak ma być proste, lekkie i przyjemne, a jeśli mam w nim wciąż pod górkę, widocznie coś w tym niezwykle kocham, skoro to wybieram.

Możesz czyścić coś godzinami... a możesz to po prostu wyprać!

Co ja na ten temat wiem?

Żyjemy w czasach, w których jesteśmy zalewani informacjami, newsami i prawdami objawionymi w takim stopniu, w jakim nie byliśmy zalewani nigdy.

Bo nawet moje pokolenie, kiedy miało zrobić referat, szło do biblioteki, siadało nad kilkoma książkami i na tej podstawie pozyskiwało wiedzę i nikt nie zastanawiał się wtedy, czy źródło, z jakiego korzysta jest dobre, czy jest w nim prawda i czy nie należy szukać dalej.


Autor obrazu Tomasz Alen Kopera
Autor kalendarza <3 
Dlatego tak ważne dzisiaj jest zaufanie do samego siebie i bycie ciągle w pytaniu: 


Nie wyobrażam sobie, jak można funkcjonować w czasach "korony" bez tego, bo ilość informacji wszelakich jest tak ogromna, że trzeba mieć naprawdę nerwy ze stali, by od tego nie zwariować.

Moimi nerwami ze stali jest moje wiedzenie i zaufanie do tego, że zawsze wiem, gdzie jest prawda, a gdzie dobrze ukryte kłamstwo. 

Moimi nerwami ze stali jest zaufanie do siebie i ciągłe bycie w pytaniu.

Moimi nerwami ze stali jest sesja BARS, dzięki której natłok myśli, emocji i uczuć wycisza się i tworzy przestrzeń, by widzieć i wiedzieć więcej.

Bez tego nic tylko zwariować albo obarykadować się tak mocno na to, co dookoła, że aż ciało zacznie boleć, a głowa pękać od nadmiaru.




I zaufanie do siebie WŁĄCZ!

Jakby to było wiedzieć, że zawsze... WIESZ 
tylko nigdy nam o tym nie wspominano 
i wyrośliśmy w przekonaniu, że to wszyscy inni są świadomi, 
ale... na pewno nie my?

"Wszystko w życiu przychodzi do mnie z lekkością, radością i glorią"
mantra Access Consciousness

wtorek, 21 kwietnia 2020

A co jeśli nikt z nas nie ma racji???

A co jeśli nikt z nas nie ma racji???

A co jeśli wszyscy mają rację?

A co jeśli to nie o rację w tym wszystkim chodzi?

Przekonywanie się, przepychanie, podział na tych obudzonych, oświeconych (z pozoru!) i tych przestraszonych. 

Jak nosisz maseczkę to...

Jak nie nosisz to...

Jak wierzysz w wirusa i zagrożenia z nim związane to...

Jak nie wierzysz to...

Ludzie... wy tak na serio?

A może nikt z nas nie ma racji... mając ją jednocześnie?

Lepiej się czujesz krzycząc na cały głos, że ludzie dali się zmanipulować?

Lepiej Ci w Twoim oświeceniu i przebudzeniu?

A Tobie lżej, kiedy przeginasz z higieną i odstępem od ludzi tak, jakbyś chciał nadrobić lata niemycia rąk i niedbania o czystość klamek... o odbudowywaniu odporności zaniedbywanej przez lata nie wspomnę?

Co wy ludzie chcecie sobie nawzajem udowodnić?

A co jeśli... wszyscy ... absolutnie wszyscy zostaliśmy... zmanipulowani?

A co jeśli NIKT... absolutnie nikt z nas nie ma racji lub racja jest po każdej ze stron jednocześnie?

Prawdę mówiąc teraz mam czas, że najchętniej poszłabym spać i obudźcie mnie, jak ustalicie, kto miał rację. 

A jak nie ustalicie... też mnie obudźcie, ale dopiero wtedy, gdy otworzą nam w końcu... pływalnie i sauny... bo tego mi brak i to bardzo <3 

www.pixabay.com

niedziela, 19 kwietnia 2020

...ja też czasem bywam oświeconym, wywyższającym się dupkiem...

Kiedy rozmawiam z niektórymi osobami i słucham tego, co mówią, dostrzegam jak wielu naprawdę się boi.

Kiedy ja do swoich nawyków dorzuciłam jedynie mycie rąk po każdym powrocie do domu, wielu dorzuca mycie klamek, kranów, pranie ubrań po każdym powrocie itd.

Kilka tygodni temu byłabym gotowa zrobić wykład, tłumaczyć i pokazać, co ja o tym myślę.

Dzisiaj mam obraz człowieka kurczowo trzymającego się drabinki zawieszonej nad przepaścią, spanikowanego i blokującego przejście wszystkim, którzy są nad nim, a chcieliby zejść niżej.

Widzieliście kiedyś osobę w takim stanie?

To nie jest czas, by jej tłumaczyć, że jej strach jest nieuzasadniony. 

To też nie jest czas, by ją uspokajać tekstami w stylu: "Tylu tędy szło, nie jest wcale tak wysoko, co ty odwalasz?! Blokujesz wszystkich!".

Ale jest to na pewno czas, by mój spokój przytulał... by łagodził i uspokajał, zamiast dzielić się tym, co może i jest bliższe prawdy, ale na pewno nie jest czymś, co osoba stojąca na drabince jest w stanie na ten moment usłyszeć.

Co najlepiej do niej mówić?

"Świetnie sobie radzisz. Do następnego szczebelka masz blisko. Opuść spokojnie, powoli lewą nogę... taaak, mocno trzymaj się rękami, jestem cały czas przy Tobie, dasz radę... super... brawo, a teraz prawa noga... taaaak..."

Wiecie, jak wielu jest w tej chwili w rodzaju zbiorowej paniki?

Jak wielu ludzi po prostu boi się o swoje zdrowie? 

A wy do nich podchodzicie i mówicie: "Strach?! Jaki strach... strach nie istnieje!"

Ok, na takie filozoficzne prawdy będzie czas, kiedy sprowadzisz osobę do schroniska, ALE nie wtedy, gdy dyndasz z nią nad przepaścią... a wielu ludzi wokół nas dynda i jedyne, co widzi, to przepaść... i jedyne, co czuje, to strach.

To nie jest czas na Twoją prawdę... to nie jest czas, by tłumaczyć ludziom, że przepaść to zaledwie dwumetrowa odległość oddalająca ją od ziemi... to jest czas by z ludźmi BYĆ... BYĆ w tym, co na ten moment są w stanie usłyszeć.

A jeśli nadal masz zakusy, by tam wejść i bawić się w mentora i dostarczyciela prawdy... cóż... ja też czasem bywam oświeconym, wywyższającym się dupkiem... ale na szczęście dupkiem, który coraz częściej zadaje pytanie:

Co ta osoba jest w stanie usłyszeć?

Jakie słowa będą teraz dla niej wsparciem?

I w końcu czy ja i moja objawiona prawda to aby na pewno jest to, czego potrzeba komuś, kto z przerażenia dynda teraz na drabinie?

Pokory... trochę więcej pokory moi mili!

Więcej BYĆ... 

... mniej gadać...

www.pixabay.com

sobota, 18 kwietnia 2020

Jeśli ta maseczka jest czymś, co przyniesie Ci spokój, chętnie ją na siebie nałożę...

Kiedy wprowadzane w życie jest coś, z czym nie do końca się zgadzam, a do tego wieki byłam buntownikiem dla zasady, zastanawiam się na serio, co z tym zrobić, bo wiem, że walka nie jest już tym, co wybieram.

Wciąż zadaję pytania, zastanawiam się, jak my jako ludzie możemy się dzisiaj w tym wszystkim spotkać, żeby było nam prościej.

www.pixabay.com

Tak jak pisałam w poprzednim poście, przekonywanie siebie, przeciąganie na czyjąś stronę już nie działa, więc ja się na spokojnie pytam:

Jaki jest następny krok? 

Co możemy zrobić, by być dla siebie wsparciem?



I choć do maseczki mam więcej "ALE" niż przekonania, że jest ona dobra, to zakładam ją, kiedy obok mnie są ludzie... a wiesz czemu?

Bo wśród nas są ci, którzy naprawdę boją się i dla których widok mnie bez maseczki ten strach prędzej podkręci, aniżeli zaprosi do tego, by maseczkę zdjąć.

Dlatego jeśli na pytanie: 

Jakim ja wkładem mogę być dla Ciebie na ten moment?

Masz szybką odpowiedź w głowie: załóż proszę maseczkę, czuję się wtedy bezpieczniej!

To z radością to dla Ciebie zrobię... a Ty proszę Cię... jeśli chcesz być wkładem dla mnie, uśmiechnij się pod swoją maseczką... może nie zobaczę Twoich ust, ale Twoje oczy przytulą mnie czule.

A ja kiedy odejdę od Ciebie na odległość większą niż kilka metrów pozwolę sobie zsunąć to, czym zakrywam usta i nos nie dlatego, że chcę komukolwiek udowadniać, jakie to głupie, ale dlatego, że się pod tym po prostu duszę. 

I proszę Cię... jeśli i Ty dusisz się pod tym przykryciem... zsuń to z twarzy chociaż na chwilę i weź kilka głębokich wdechów, kiedy nikt nie widzi, kiedy jesteś sam(a).

Jeśli ta maseczka jest czymś, co przyniesie Ci spokój, chętnie ją na siebie nałożę, a Ty uśmiechnij się do mnie i pozwól mi wziąć kilka wdechów, kiedy stoję daleko od Ciebie i niczym Ci nie zagrażam.

Bądźmy w tym razem zamiast szukać walki i udowadniania sobie, kto mądry, a kto głupi.

Może wszyscy jesteśmy w tym na swój sposób mądrzy... i jednocześnie... na swój sposób... głupi.


piątek, 17 kwietnia 2020

...by zacząć dialog, a zakończyć niepotrzebną "wojnę"?

Przyszedł ciekawy moment, w którym zaproponowana światu pandemia ukazała wyraźnie dwie grupy ludzi.

Grupa numer jeden jest grupą pytającą, podważającą, która być może odczuwa czasem strach, ale martwią ją zupełnie inne rzeczy, niż wirus.

Z kolei grupa numer dwa słucha doniesień i tego, co zapodają media. Strach w tej grupie przeważa nad pytaniami. Martwią się głównie o swoje życie, zdrowie do tego stopnia, że są gotowi mieszkającym obok lekarzom czy pielęgniarkom powiedzieć czułe: "wypier**** mieszkać gdzie indziej!".

Dla mnie oczywistym jest to, że te grupy były na świecie od dawna, ale dopiero dzięki wirusowi wyraźnie widać, czym są i kto w nich zasiada. 

Niestety jest to również moment, w którym jest mało prawdopodobne, że grupa numer jeden przekona numer dwa i odwrotnie.

Wiecie dlaczego?

Jest taki mechanizm w psychologii, który nazywa się dysonansem poznawczym.

Polega on na tym, że kiedy docierają do nas dwie sprzeczne informacje, trzeba coś z tym zrobić.

Oczywiście ideałem byłoby, gdybyśmy w każdej sytuacji tego typu rozbieżności usiedli sami ze sobą i przyjrzeli się dwóm zaprzeczającym sobie obszarom i wyciągnęli z tego wnioski... niestety większość z nas, kiedy docierają do nas sprzeczne informacje, zrobi wszystko, by obronić swój obraz siebie czy też obraz grupy, której kibicuje.  

Dlatego też im bardziej na siłę będziemy przekonywać siebie nawzajem, tym mocniej obie grupy będą bronić swoich stanowisk... bo jakby nie patrzeć, jeśli do grupy numer dwa docierają informację, że pandemia to "ekstra zaplanowana manipulacja", a do grupy numer jeden, że jednak "sorry, to nie jest zwykła grypa!", to jeśli obie grupy to łykną, to oznacza, że... dały się oszukać, co natychmiast wpłynie negatywnie na ocenę własnej osoby... a naturalne dla nas jest to, że nie lubimy myśleć o sobie w kategorii "jestem idiotą... ale mnie nabrali!"

Mówię to jako psycholog w pełni świadoma tego, co widzę dookoła... to już nie czas na przekonywanie siebie nawzajem... ale czas na zupełnie coś innego.

Autor obrazu: Tomasz Alen Kopera
Autor kalendarza <3
 

Co?

Nie mam pojęcia, ale wiem, że strategia: "My mamy rację, wy nie" na ten moment przestaje się sprawdzać... więc...

Wszechświecie, jakie mamy inne możliwości, 
których nie braliśmy pod uwagę?

Pokaż nam Przyjacielu, jak inaczej możemy się w tym wszystkim spotkać 
jako ludzie, by zacząć dialog, a zakończyć niepotrzebną "wojnę"?

No i generalnie... bez jaj... jaki jest dla nas wszystkich następny krok, bo ja zaczynam się na serio niecierpliwić... ;)