Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artystyczna dusza we mnie.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artystyczna dusza we mnie.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 stycznia 2021

... proś o wsparcie!

Niedawno umieściłam jasny komunikat na mojej PRYWATNEJ FB ściance o tym, że nie mam zgody na to, aby ktokolwiek czerpał ode mnie wiedzę ZA DARMO.

Po wielu komentarzach ludzi z bardzo różnych branż widziałam, że dla wielu te słowa były wkładem, ale jak zawsze znalazła się... Perła ;)

Wspominała o współczesnym ekshibizjonizmie na fb, wylewaniu żalu i proszeniu o enegetyczne wsparcie.

Cóż... każdy czyta słowa tak jak potrafi, bo jedyne, co się zgadzało, to ekshibicjonizm!

Tak, jestem ekshibicjonistką i na co dzień sprzedaję swoje życie, bo to zwyczajnie lubię i wiem, że dla wielu jest to wkładem, a mi pozwala porządkować myśli. 

Komuś się to nie podoba?

Drzwi do wagonu są po prawej stronie... usuń ze znajomych ;)

I kończąc ten nieco przydługi wstęp chciałabym kierować swoje słowa do tych, którzy uznali, że ze swoimi troskami, zmartwieniami, problemami muszą zostać w domu, nikomu nic o nich nie mówić i nigdy, przenigdy nie wylewać tego na FB... a już na pewno nigdy nie prosić nikogo o energetyczne, duchowe, anty-duchowe, nie-duchowe i inne -owe wsparcie!

Mój Drogi Czytelinku.... Droga Czytelniczko...

Jeśli czujesz, że jesteś w momencie, 

w którym zwyczajnie już nie możesz - proś o wsparcie!

Jeśli czujesz, że nie wiesz, co dalej - żal się, bo masz do tego prawo!

Jeśli czujesz, że dotarłeś do ściany życia swego - opowiedz o tym komuś, 

bo mogę Ci gwarantować, że dźwignąć emocje, stres i myśli jest łatwiej, 

kiedy rąk do dźwigania jest pare, a nie tylko dwie. 

Zdajesz sobie sprawę, co wtedy robisz sam dla siebie?

Uruchamiasz profilaktykę zdrowia psychicznego... profilaktykę depresji, bo depresja nie bierze się z dnia na dzień... więc jeśli już dziś zadbasz nawet w 1% o siebie, mogę Ci gwarantować, że kiedyś sobie za to podziękujesz... za to wylewanie żalu na FB czy na spotkaniu przy kawie... proszenie o wsparcie duchowe, energetyczne czy jakiekolwiek inne... czy szerokopojęty ekshibicjonizm (o ile dzielenie się sobą można tym nazwać?!).

Zawsze to powtarzam w gabinecie, że jak ktoś już u mnie jest, to znaczy, że zaczął sobie radzić, bo przyjść i poprosić o wsparcie, to część stania za sobą murem i radzenia sobie z czymś, co na ten moment wydaje się nie do przeskoczenia.

Także wylewaj żale... proś o wsparcie... przyjmij osądy tych, którzy mają z tym problem i wybieraj w tym SIEBIE!

POWODZENIA <3 


https://nataliaknap.com.pl/sesje-indywidualne/

środa, 6 stycznia 2021

... by szukać tak długo, aż się znajdzie Perłę.

Kiedy kupowałam zegarek, który widzicie na zdjęciu wiedziałam, że do Niego musi być kiedyś kupiona bransoletka. 


Zegarek czekał na swoją Koleżankę ponad 1,5 roku tak jak turmalin, który kocham czekał na swój idealny łańcuszek ponad 2 lata.

Można by stwierdzić, że mnie nieźle porąbało, bo po co tyle czekać, szukać i wybrzydzać w sklepach, a ja patrzę na to od zupełnie innej strony.

Nie noszę zbyt wiele biżuterii, bo uważam, że byle co na moim Ciele nie ma prawa wisieć. Ponadto mam drobne dłonie, nadgarski, jestem niska i zwyczajnie mało co wygląda na mnie bosko, dlatego tym bardziej doceniam to, czego uczy mnie moja biżuteria, by szukać tak długo, aż się znajdzie Perłę.

Nie mam co do tego wątpliwości, że moje ciało, moje nadgarstki, moje malutkie palce zasługują na same Perły, dlatego będę ich tak długo dla siebie szukała, aż znajdę.

Tak samo traktuję życie zawodowe i ludzi dookoła mnie.

Nie ma ich zbyt wielu, część po jakimś czasie odchodzi (robiąc przestrzeń dla innych!), ale Ci, którzy są, to zą absolutne Perły.

Innych do życia mego nie wpuszczam!

Dziękuję Ci Biżuterio za świadomość Pereł... za cierpliwość, której mi wciąż brakuje... za to niepoddawanie się w poszukiwaniu tego, co sprawi, że ja i moje Ciało rozkwitniemy wspaniałością siebie!

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Nie, że huragan przeszedł nad Stolicą czy inne tsunami...

Poruszę dziś temat, który mnie osobiście wnerwia, bo im prostszy i szybszy mamy ze sobą kontakt, tym mniej w nim... szacunku!

Mnie nauczono, że jak ktoś coś do mnie napisze, to należy mu... odpisać, co wcale dla wielu nie jest takie oczywiste, a niestety obecne nowinki techniczne pokazują nam doskonale, o której ktoś odczytał naszą wiadomość, a niedługo dowiemy się, gdzie wtedy był i czy miał Cię w dupie czy nie. 

No dobra! To właściwie wiadomo od początku ;) 

www.pixabay.com

Kiedy odpisuję Ci, że teraz nie mam czasu i napiszę jak wyjdę z pracy, oznacza to, że Cię... szanuję!

Kiedy odpisuję Klientowi, że dam mu znać, kiedy mam czas jak wrócę do domu, robię to, bo go... szanuję!

Kiedy ktoś odczytuje Twoją wiadomość i na nią nie odpisze ani słowem, robi to tylko dlatego, że Cię nie szanuje.

Nie, że huragan przeszedł nad Stolicą czy inne tsunami... po prostu ma Cię w dupie ;) 

I ja rozumiem, że można RAZ, ale kiedy ludzie tak robią non stop, to sorry, ale to nie jest kwestia tsunami.

Ktoś mógłby stwierdzić, że mam wygórowane oczekiwania w stosunku do ludzi... być może, bo ja z tych, co na masaż przychodzą 15 minut wcześniej nawet nie dlatego, żeby na spokojnie ciuchy z siebie zdjąć, ale dlatego, że szanuję tego, który mi ten masaż wykonuje.

Ale ja to zawsze byłam dziwna ;)

Jeśli masz podobnie... też zawsze odpiszujesz... odzywasz się... to wiedz, że dobrze Cię Rodzice wychowali.

I mnie chyba też!

... rozmawiam z drukarkami, lodówkami, zmywarkami, kwiatami i żyję!

Uwielbiam dialog z Rzeczami Martwymi, bo nikt mi tak nie dostarcza świadomości jak One.

Wystarczy obserwować, co robią, gdzie się psują, gdzie przeciekają i kolejne pytanie gotowe!

Od początku 2021 roku moja komórka praktycznie codziennie pokazuje mi, ile jest plików, które wartoby z niej usunąć. 

Nie wiem, co jej strzeliło, ale w 2020 zrobiła tak może z raz i od tego Jej pomysłu zrodziła się refleksja, że to absulutnie genialne czyścić dysk CODZIENNIE, a nie tylko od święta, by dbać o przestrzeń każdego dnia, a nie wtedy, jak się coś tak zatoruje, że nie sposób przejść.

"Jaki punkt widzenia mogę dziś pożegnać?

Jaki rodzaj śmieci wywalić z głowy mej?"

I co jeśli wszystko, ale absolutnie wszystko chce nam na co dzień dostarczać podpowiedzi... świadomości i radości życia, a tylko my nie jesteśmy zbyt uważni i zamiast zadać pytanie, wściekamy się na to, co Rzecz Martwa odpitala?

www.pixabay.com

Ja Rzeczy Martwe kocham od lat - nigdy mnie w tym dialogu nie zawiodły i nigdy nie podpowiedziały źle, bo One w przeciwieństwie do ludzi nie mają punktów widzenia, nie mają osądów, nie mają oczekiwań... po prostu ze mną są i głupota nasza polega na tym, że my z tych informacji nie chcemy korzystać, bo to głupio tak do drukarki coś mówić... bo to głupio ją spytać o zdanie ;) 

Ja rozmawiam z drukarkami, lodówkami, zmywarkami, kwiatami i żyję! 

Szczerze polecam ;) 

Natalia Knap - psychol(og)!


czwartek, 30 kwietnia 2020

To wszystko wcześniej czy później wróci na stare tory... trzeba będzie wyjść z domu...

Spacerując dziś po parku dotarło do mnie, że wszystko powoli wraca na stare tory. 

Część z Nas pomału odmraża swoje Ciała z ponad miesięcznego siedzenia w domu, a część wciąż w tych domach siedzi i myśl o powrocie zwyczajnie ich przeraża. 

Opowiem Wam coś, czego doświadczyłam kiedyś w górach...

10 sierpnia 2013 rok
To była samotna wędrówka na Szpiglasowy Wierch z Morskiego Oka w kierunku Doliny Pięciu Stawów. 

Do szczytu pogoda była idealna, ale to, co spotkało mnie przy zejściu, ździebko mnie zaskoczyło. 

Ogromna mgła, mokre skały i łańcuchy.

Nie byłam przygotowana psychicznie na ten widok.

Na początku radziłam sobie nieźle, aż do momentu, w którym stojąc przodem do kierunku schodzenia poczułam w ułamku sekundy, jak mój ośmiokilogramowy plecak przechyla mnie do przodu, a ja coraz bardziej tracę pion.

Nie wiem... naprawdę nie wiem, jakim cudem z tego wyszłam, ale ktoś lub coś chwyciło mnie wtedy za plecak i skierowało moje ciało w kierunku skał.

Kimkolwiek... czymkolwiek wtedy byłe(a)ś... ja Ci nigdy za to nie podziękowałam, a dzięki Tobie... ŻYJĘ!

Przeraziłam się i to na poważnie.

Mocno przytuliłam do skał, złapałam łańcuchy, ile sił w dłoniach i poczułam jak z każdą sekundą moje nogi stają się jak z waty, a strach i panika centymetr po centymetrze zabierają moje ciało. Na szczęście odezwał się głos rozsądku:

10 sierpnia 2013 rok
"Musisz się teraz ruszyć. TERAZ, bo z każdą sekundą Twoje nogi coraz bardziej przestaną Cię słuchać, a Ty tam utkniesz na zawsze."

A że uznałam, że to byłaby niezła siara utknąć tak na łańcuchach (zwłaszcza, że w Dolinie Pięciu Stawów nie ma zasięgu!), postanowiłam ruszyć się z miejsca, choć bliżej mi było do paraliżu, aniżeli do radości istnienia.

Wiecie, jak wyprowadziłam się z tego stanu?

Mówiłam do siebie najcieplejszym głosem, jakim mogłam: "Tak Natalko, bardzo dobrze, tu się trzymaj... taaaak, przesuń prawą nogę niżej... świetnie..." i tak w totalnym połączeniu z samą sobą zeszłam na taką wysokość, gdzie ujrzałam turystów, którzy czekali, aż zwolnię łańcuchy... a że to już w ogóle byłoby siarą przy obcych panikować, szybko złapałam pion i na ledwo zipiących nogach zeszłam na dół.

Dlaczego o tym opowiadam... wielu ludzi dookoła nas odczuwa coś podobnego.

Myśl o odmrożeniu gospodarki, otwarciu miejsc pracy, galerii czy szkół zwyczajnie ich przeraża.

I teraz kieruję te słowa do Was, ale również do waszego otoczenia.

To wszystko wcześniej czy później wróci na stare tory... trzeba będzie wyjść z domu... im dłużej będziesz zwlekać z oswajaniem swojego strachu, tym trudniejsze się to stanie. 

Wiem... naprawdę wiem, co mówię... nauczyły mnie tego Góry i ten Ktoś, komu zależało, żebym nadal żyła.

Wcześniej czy później to wszystko wróci na stare tory, więc centymetr po centymetrze oswajaj siebie, swoje ciało i swój strach. 

A w razie czego... bardzo chętnie przejdę się z Tobą na spacer... a calutki Wszechświat poproszę o posiłki, by stanęły za nami murem tak, jak coś stanęło wtedy za mną pod Szpiglasowym... ale też czuwało nade mną, kiedy podczas innej wędrówki zsunęłam się ze szlaku <3 

Nigdy Wam za to nie podziękowałam... a dzięki Wam... ŻYJĘ!

Nie opisywałam tego wcześniej z tak wielką świadomością tego, co się wtedy stało, bo niby pamiętałam to fragment po fragmencie, ale schowałam ten opis gdzieś głęboko w sercu i podczas jednego z procesów (MTVSS), jakie mi mój wspaniały znajomy robił na Ciało, wszystko do mnie wróciło.... tak, doskonale wiem, czym jest stan paniki... co to znaczy bać się tak, że nogi, ciało odmawiają Ci posłuszeństwa. Trzeba wtedy ruszyć z miejsca... choćby na centymetr... a potem na następny... następny i następny...

Góry... moje góry... nawet nie wiecie jak cholernie jestem Wam wdzięczna... DZIĘKUJĘ <3 

Nie byłabym dzisiaj tym, kim jestem, gdyby nie WY... a teraz pozwólcie, że sobie popłaczę, bo moja wdzięczność sięga myślami na te wszystkie szlaki, na te wszystkie momenty, gdzie stawałyście za moimi plecami, chwytałyście mój plecak i dzięki temu... ŻYJĘ! 

A przypominam sobie o tym wszystkim dzień po obejrzeniu filmu AVATAR... czyli jednak wiem, czym jest prawdziwa komunia z Ziemią... wiem, tylko gdzieś po drodze o tym zapomniałam.

DZIĘKUJĘ... po prostu cholernie Wam za to dziękuję <3  

poniedziałek, 30 grudnia 2019

... wcale nie jestem ekstrawertykiem, za jakiego się uważałam...

Jest taka wyjątkowa część mnie, którą znają nieliczni, a do której sama przed sobą przyznałam się całkiem niedawno.

Nazywam ją Moim Wewnętrznym Aspergerem, który zawsze we mnie był, ale nigdy nie pozwoliłam Mu ukazać się komukolwiek, choć głośnych koncertów, spotkań na więcej niż 3 osoby nie lubiłam nigdy, to dopiero po 33 roku życia uświadomiłam sobie, że wcale nie jestem ekstrawertykiem, za jakiego się uważałam.

Owszem, stanę bez problemu przed setkami ludzi, zrobię wykład, nawet mogę się rozebrać (kwestia argumentacji po co... i odpowiedniej stawki!) i miliony otrzymają to, co otrzymać będą chciały, ALE kiedy schodzę ze sceny, kończę zajęcia, chowam się do mojej skorupy i toleruję jedynie nielicznych.

Po 33 roku życia zrozumiałam, że im mniej mam wokół siebie ludzi ważnych, tym lepiej dla mnie i dla nich, bo mam wreszcie czas, żeby zadbać o nasze relacje. 

Na co dzień zawodowo spotykam multum ludzi i szczerze lubię taką formę pracy, ALE po zdecydowanie wybieram ucieczkę tam, gdzie jest cisza, gdzie czeka ciepła zupa, gdzie mnie ktoś przytuli i nie będzie oczekiwał zbyt wielu słów... to znaczy... wróć... ja Go zarzucę milionem słów, ale będę zaszczycona, kiedy to Ci, którzy są ważni mnie wysłuchają, a pozostali po prostu znikną.

Mój Wewnętrzny Asperger to człowiek niezwykle wrażliwy, który ma nosa do ściemy, ucho do fałszu i czucie idealne. To część mnie wyjątkowo spokojna, nastawiona na tu i teraz, nieznosząca pośpiechu i nadmiaru. 


www.pixabay.com

To w końcu ktoś, dzięki któremu odpoczywam po pracy z ludźmi, nabieram dystansu (i to dosłownie!) do tego, co mnie otacza i dotykam ludzi tak, że nikt z nich nawet nie wie o moim istnieniu. 

Dlatego wybacz mi, jeśli odmówię pójścia na spotkanie w większym gronie czy na Sylwestra, bo mnie to zwyczajnie przerasta i oczywiście jak się zepnę, to stanę na wysokości zadania... ALE po co... wolę las... spacer... czy samotny wypad do sauny, a jak chcesz mi w tym towarzyszyć... zapraszam... ale proszę... nie zabieraj ze sobą znajomych, chcę pójść tam z Tobą i tylko z Tobą <3 


-------------------

Jednym z największych zaproszeń do odkrywania siebie i tego, kim naprawdę jestem jest dla mnie sesja Facelift. 
Czym jest Energetyczny Facelift? 
Fragment z zajęć:

piątek, 27 grudnia 2019

I grzecznie, jak na ucznia przystało siadam dziś do pracy domowej...

Jest jedna jedyna osoba w moim otoczeniu, która nigdy, przenigdy nie nabierze się na moją ściemę. Po pierwsze dlatego, że w życiu prywatnym nie umiem kłamać i jak to mi ktoś kiedyś powiedział: "Z Ciebie można czytać jak z otwartej książki"... i jeśli zdejmę wszystkie maski widać mnie, moje słabości i to, kim naprawdę jestem.

Przed Nią nie ma sensu tego ukrywać, bo to jedyna osoba w moim otoczeniu, która z grubej rury pokaże każdy milimetr mnie, który jest kłamstwem, oszustwem i pięknym obrazkiem mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Nawet nie wiesz K., jak wiele mam wdzięczności za Ciebie w moim życiu i za to, że nigdy, ale to absolutnie nigdy we mnie nie zwątpiłaś, nigdy nie obśmiałaś tego, o czym mówię i zawsze byłaś najwierniejszym kibicem... dlatego postanowione, w przyszłym roku zmieniam lewobrzeżną Warszawę na tą straszną, nieznaną krainę pełną lodu, śniegu i tajemnic - jeden dylemat na 2020 z głowy mniej!

Dziękuję Ci również za to, jak pokazujesz mi te wszystkie momenty, kiedy ja Królowa umniejszam sobie tak, że aż wstyd się do tego przyznać i mówić o tym otwarcie Światu. Na szczęście wystarczy, że powiem to Tobie i już mój Świat staje się innym miejscem. 

I grzecznie, jak na ucznia przystało siadam dziś do pracy domowej i odpowiedzi na następujące pytanie:

Na co sobie jeszcze nie pozwalam w życiu prywatnym i zawodowym, 
a gdybym w końcu pozwoliła, moje życie zmieniłoby się razy milion?

www.pixabay.com

Do tego zestawu dorzucę jeszcze jedno pytanie dla siebie i dla Was Czytelnicy:

Jak wielu rzeczy nie otrzymujemy tylko dlatego, 
że nie możemy uwierzyć w to, że wykreowanie tego było banalne, 
a "poproś, a otrzymasz" stało się naszym głównym mottem życiowym?

Dziękuję K... oba pytania kopią i to mocno. Gdyby nie rozmowa z Tobą, nigdy bym ich nie zadała :*

Z wdzięcznością
N.

_____________________________________

Fragment Klasy BARS:

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Nie, nie czuję magii świąt...

Kiedy zbliżają się Święta, wielu szuka w niej magii.

Byłam gotowa już osądzić siebie srogo za to, że ja jej właściwie nie czuję, do momentu rozmowy ze znajomą.

"Wiesz, ja to lubię ten czas zatrzymania się, spędzony z najbliższymi, refleksję i spokój, jaki dają Święta."

I mnie olśniło, dlaczego ja Magii Świąt nie czuję i czuć nie mam prawa...

... zatrzymywać się nauczyło mnie życie zawodowe i gdybym nie potrafiła tego robić raz na tydzień, Ciało odmówiłoby mi posłuszeństwa...

... czas spędzony z Najbliższymi jest ostatnio dla mnie czymś świętym i dbam o niego nie tylko... od święta...

... refleksji na temat siebie, swojego życia, hierarchii wartości dokonuję 3 razy w tygodniu,... bo częściej mogłoby mnie to zabić...

... a pokój i spokój jest czymś do czego dążę na co dzień, bo inaczej bym oszalała...

I Święta, żeby przypomnieć o tym, co ważne, nie są mi w ogóle potrzebne, bo ich tzw. magię mam na co dzień... bo sama nią jestem... bo ją kreuję i tworzę czasem na pstryknięcie palcami...

Ale kiedy znajomy wysyła mi zdjęcie rodziny... PIĘKNEJ rodziny, bo adoptowali dzieci i te cudowne Istoty spędzą Święta z wyjątkowymi ludźmi, wtedy zaczynam się zastanawiać, jaka tak naprawdę magia jest dla mnie i dla świata możliwa, bo jeśli mam ją sprowadzić do 2h miłej kolacji w gronie rodziny, to dla mnie to już jest codzienność magii, a nie jej petarda... a ja dziś pytam o petardę magii... petardę zmiany, by ten Świat zostawić trochę lepszym miejscem niż się na niego w tym wcieleniu przyszło.

Magia Świąt?

Nie, dziękuję... Magię dla mnie, mojej Wielkiej Piątki, dla Świata włącz!

A czy zjem przy tym pierogi, barszcz czy przytulę się z rodzicami... cóż cudowność tej magii wybieram na co dzień i 24 grudnia niewiele w tej kwestii zmieni <3

Nie, nie czuję magii świąt... czuję magię, która jest znacznie większa niż to, na co czeka 95% ludzi dookoła <3

Bo jaka tak naprawdę Magia jest dla nas 
i dla tego Świata możliwa, 
a jakiej nigdy nie braliśmy pod uwagę?

www.pixabay.com

sobota, 21 września 2019

...to co Ci młodzi ludzie słyszą przez naście lat życia...???

Przechadzam się pomiędzy uczestnikami warsztatu i sprawdzam, co tam mądrego (lub też mniej mądrego) wypisują na plakatach. Zawsze jest przynajmniej jeden młody człowiek, który rzuca dobrymi żartami i można się pośmiać, więc mówię mu w reakcji na jego kolejny udany komentarz: "Uwielbiam Cię - cudny jesteś!" i odchodzę.

Po chwili podchodzi do mnie współprowadząca i mówi: "Ty wiesz, co on powiedział, kiedy odeszłaś? <<To chyba była jedna z najmilszych rzeczy, jaką kiedykolwiek usłyszałem>>"

Wow... prawdę mówiąc siedzi mi to w głowie do dziś!

Ten młody człowiek ma ok 18 lat... jeśli mój zwykły komplement był jedną z najmilszych rzeczy, jakie kiedykolwiek usłyszał... to co Ci młodzi ludzie słyszą przez naście lat życia od rodziców i nauczycieli????

Ja nie mówię o wychwalaniu, przechwalaniu i chwaleniu za wszystko... nigdy tego nie robię, ale zwykłym zachwycie nad drugą osobą... zauważeniu tego, co w niej cudne...

Chciałabym coś jeszcze mądrzejszego napisać, ale zwyczajnie to smutne, co on powiedział... 

... bądźmy dla siebie milsi, życzliwsi, zauważajmy w sobie fajne rzeczy, chwalmy za ekstra kiecki... czy to naprawdę takie trudne??? 

Czy to naprawdę takie trudne zobaczyć w Młodych to, jacy są???? 

Dorośli... ogarnijcie się!!!

Irlandia...

niedziela, 11 sierpnia 2019

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Tak się czasem składa, że na zajęcia przeznaczone dla grupy zapisuje się... jedna osoba. 

Można by uznać to za trenerską porażkę i główny powód do tego, żeby odwołać zajęcia. Jednak nauczona doświadczeniem wielu zajęć face-to-face, wiem, że to nie jest najlepsze rozwiązanie.

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Bo mocno wierzę w to, że czasem to ta jedna osoba może mieć wpływ na to, co nas otacza.

Bo mocno wierzę w to, że to, co ma wyjść na danych zajęciach, wyjdzie jedynie, gdy jest do tego przestrzeń niezakłócona przez innych. 

Bo wiem, że trening czyni mistrza i im więcej spotkań zrobię, tym lepszym prowadzącym dla was jestem i gdybym z góry zakładała, że moje zajęcia grupowe mają mieć jakieś minimum, z wieloma z Was nigdy bym się nie poznała i wielu z Was nie otrzymałoby ode mnie tego, po co przyszliście.

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Za bardzo lubię pracę z ludźmi i gdyby jedynie argument czy dane zajęcia mi się opłacają, czy nie był najważniejszy, pewnie już dawno bym się zawodowo wypaliła. 

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Bo wierzę, że to Ty ta Jedna Osobo możesz zmienić ten świat i jeśli to ja mam dać Ci kopniaka do ruszenia z miejsca, czuję się zaszczycona, że mnie wybrałaś na to spotkanie <3 

www.pixabay.com

środa, 8 maja 2019

Wyprostuj się i Ty Czytelniku...

Kiedy jesteś trenerem nietuzinkowym wiesz, że raz na jakiś czas coś palniesz i zamiast być szkiełkiem i naukowym okiem, jedziesz z innych nurtów, ile wlezie.

Pracujemy sobie z koleżanką na warsztatach, a że współpraca idzie gładko, a grupa chętnie słucha, to K. nie może nie skorzystać z okazji, żeby czegoś nie dorzucić od siebie.

Patrzę na te zgarbione plechy kwiatu młodzieży naszej i nagle mówię: 

"Kiedyś się sporo garbiłam, ale od momentu, gdy zaczęłam sobie powtarzać, że jeśli się nie wyprostuję, to mi korona z głowy spadnie, moje plecy stały się prościutkie." [co zawdzięczam głównie jednej Masażystce z Krakowa]

W sekundę wszyscy się wyprostowali i nabrali cudownej powagi... naprawdę miło było popatrzeć na te dumne, nastoletnie Ciała, które wreszcie uniosły głowy do samego nieba.

I żeby była jasność... to nie jest budowanie w młodych ludziach roszczeniowości, która jest u nich wystrzelona w kosmos, ale niestety jest odwrotnie proporcjonalna do poczucia własnej wartości.

Może i mamy z pokolenia na pokolenia coraz bardziej pyskatych ludzi z klimatu "bo mi się należy!", ale wraz z tym ktoś w domach zapomniał o zbudowaniu jakiejś minimalnej podstawy dającej młodemu człowiekowi poczucie, że fajnie jest być tym, kim się jest.

Dlatego nie mam z tym problemu, żeby na forum klasy wśród ludzi w wieku 14-15 lat powiedzieć: 

"Jesteście Królami i Królowymi, więc wyprostujcie się, 
bo Wam korony z głowy pospadają".

Wyprostuj się i Ty Czytelniku... i poczuj energię mocy, królewskości i dobrobytu, jakim jesteś.

Bo magia pracy z młodymi ludźmi nie polega dla mnie na byciu świetnym dostarczaczem wiedzy i profilaktyki, ale przypominaczem tego, jak wspaniali, mądrzy i świadomi są. 

Kiedy zbudujesz to drugie... to pierwsze będzie jedynie formalnością!

www.pixabay.com

piątek, 12 kwietnia 2019

"Proszę się nie wtapiać, proszę błyszczeć jak One!"

Wczoraj miałam dzień pałętania się po sklepach i dwie rzeczy zwróciły moją uwagę.

Brak atencji dla potencjalnego klienta (patrz: mnie) przy wejściu do sklepu i byciu w nim... czasem nawet nikt nie odpowiedział na moje "dzień dobry!".

Jak wy chcecie ludzie zarobić, skoro klienta macie gdzieś?

A ja jestem podłym klientem i jak ktoś mnie nie zauważa, to zwyczajnie wychodzę i nie daję takiej osobie zarobić, bo ja swoje pieniądze uwielbiam zostawiać w miejscach, w których jest mi dobrze.

Kelner, który jedynie zbierze zamówienie i je przyniesie, nie ma szans na otrzymanie napiwku. Podejdź do mnie, spytaj, czy wszystko ok, uśmiechnij się przechodząc koło mojego stolika... czy to naprawdę takie trudne?

To nie jest kwestia tego, że ja jestem pańcia - królowa (chociaż sorry! jestem ;) i oczekuję takiego traktowania, ALE jak dasz mi odczuć, że interesujesz się mną, mogę Ci gwarantować, że to u Ciebie kupię buty/książkę czy do Ciebie wrócę na obiad, a nie do kogoś innego.

I druga sprawa... weźcie wy się doprawdy zastanówcie, kogo zatrudniacie jako sprzedawców.

Tego dnia odwiedziłam multum miejsc i tylko w jednym Pani pasowała energetycznie do miejsca, w którym była.

Była to przecudna galeria z obrazami, w której pracowała młoda Dama tak cudnie ubrana, że aż jej powiedziałam: "Pani to sama wygląda jak dzieło sztuki!"... kiedy zobaczyłam, że ów Panienka dygnęła nóżką niczym Zosia z Pana Tadeusza, wiedziałam, że ktoś dokonał dobrego wyboru.

"Staram się wtopić w te obrazy." - odpowiedziała.

"Proszę się nie wtapiać, proszę błyszczeć jak One!" 

I gdyby nie to, że w portfelu miałam jedynie gruby milion, kupiłabym od niej połowę tej galerii, ale z mojego miliona ciężko by było wydać resztę ;)  

www.pixabay.com

wtorek, 9 kwietnia 2019

Ja, Natalia Wam to mówię, że nie musi!

Nie wiem, jak Wy, ale ja jako przedstawiciel (nad)zwyczajnych ludzi chodzących po Planecie Ziemia, miewam czasem dni/godziny, gdy wpadam w swoisty letarg, zimowy sen i mam nieodparte wrażenie, że teraz to ja nie mam pojęcia, co dalej, nie wiem, jak, nie wiem, co i z kim mam dalej począć. 

Nic tylko kocyk i dajcie mi wszyscy święty spokój.

W momencie, w którym przestałam się za te godziny biczować, zadziała się magia.

Nie, żeby to minęło.... nieeee ;) No co Ty?!

Przypomniałam sobie przyrodę, która działa na zasadzie uśpienie-przygotowanie-działanie... i nawet w momencie zimy, gdzie pozornie nie dzieje się w przyrodzie NIC, jest to czas przygotowania do wiosennego działania.

Kiedy to do mnie dotarło wreszcie zrozumiałam, czym u mnie są godziny, w których jedyne, co mi nieźle wychodzi, to leżenie i biadolenie. 

Po prostu Ja i moje Ciało przygotowujemy się do działania...

O mamo!

33 lata mi to zajęło, żeby odkryć to cudo w sobie, że ja jestem jak ten niedźwiedź, który czasem potrzebuje na krótko zapaść w sen, by móc wiosną obudzić się i zabrać na nowo do życia....

Brawo K., gratulacje Babo!

Gdzie i kiedy biczujemy wciąż siebie za brak działania,
 a to jest zwyczajna rozgrzewka 
i etap przygotowania siebie i Ciała do pracy?

www.pixabay.com

I nie zrozumcie mnie źle. Tu nie chodzi o to, żebyśmy pozwalali sobie na niekończące się lenistwo, ale żeby też nie popadać w drugą skrajność, że kreacja życia MUSI odbywać się 24h na dobę... nie musi!

Ja, Natalia Wam to mówię, że nie musi!

Serdeczności!

niedziela, 7 kwietnia 2019

Ty jesteś Princessa...

Kiedy okazało się, że z pracowitego weekendu w Krakowie, robi się weekend bez pracy, bo Ci którzy mieli pojawić się na zajęciach, jednak zrezygnowali, wiedziałam, że czas ruszyć do zadawania pytań.

Jaką magię zmiany mogę wykreować na tym wyjeździe?
i
Co tutaj mogę zostawić, co mi już nie pracuje 
i czemu warto powiedzieć PA PA?

Były dwoma z wielu pytań, jakie zadałam.

Sobotę poświęciłam dla siebie i swojego Ciała oddając się w ręce masażystki.

Kiedy masaż głowy zaczyna się od pytania, czy jestem mężatką, wiem, że dostanę nie tylko zwykłe oranie mięśni, ale coś znacznie... znacznie... znacznie większego!

"Ty jesteś Princessa, teraz nałożę Ci koronę na głowę 
i nie waż się nigdy jej zdejmować."

Takie słowa padły na samym początku masażu...

Ilość uhonorowania, uszanowania i komplementów, jakie dostałam ja i mojej Ciało, sprawiły, że łzy same leciały mi z oczu, a Ci którzy mnie znają, wiedzą, że to absolutna rzadkość, żeby doprowadzić mnie masażem do łez.

Choć wyjazd do Krakowa miał być w celach zarobkowych, to otrzymałam od niego milion kroć więcej, niż poprosiłam i wracając dziś do domu, czułam się jak Królowa, którą przed chwilą ktoś ukoronował...

Uczucie nie do opisania... a siedząc w busie za każdym razem, gdy się zgarbiłam powtarzałam sobie w głowie: 

"Ej Mała, bo Ci korona zaraz spadnie! Duma na twarz, biust do przodu, nosek lekko zadarty i do boju!"

www.pixabay.com

Kraków... Ty to wiesz, jaką ja mam do Ciebie słabość!

Już się nie mogę doczekać następnego spotkania! <3

Pani Tatiano, Masażystko... nie umiem opisać mojej wdzięczności za to, co od Pani otrzymałam <3 

Ciało... przepraszam Cię, że ja wciąż się uczę mówić Ci to, co usłyszałeś na masażu <3

Dziękuję, że ze mną jesteś... na dobre i na złe, choć wiem, że czasem moja wdzięczność dla Ciebie jest żadna... dziękuję!

Babciu... dziękuję... Ty wiesz za co <3

niedziela, 13 stycznia 2019

"Możesz doprowadzić konia do wodopoju, ale nie napijesz się za niego."

Na szkoleniach i spotkaniach z ludźmi, które prowadzę, często powtarzam:

"Możesz doprowadzić konia do wodopoju, 
ale nie napijesz się za niego."

Jest to mądrość, której musiałam nauczyć się w życiu zawodowym wcześniej czy później, bo albo zwariowałabym jako pomagacz/nauczyciel albo poszłabym w drugą skrajność totalnego olania tego, co u ludzi, których spotykam.

O ile zawodowo wiem to już od lat, o tyle prywatnie wciąż się tego uczę, bo niby jak stać i patrzeć spokojnie na to, kiedy ktoś inny stoi nad przepaścią życia i chce w nią skoczyć.

Niedawno zrozumiałam, że stojąc nad tą samą przepaścią, ale po drugiej stronie, nie mogę zrobić nic.

Mogę jedynie patrzeć z rozsypującym się na kawałki sercem, bo dziś wiem, że jak skoczę z misją ratunkową za tą osobą, zginiemy oboje.

www.pixabay.com

Tego posta kieruję do wszystkich WAS, którzy bardzo by chcieli komuś nieba przychylić, przytulić wszystkie jego problemy i napić się tej pieprzonej wody za niego.

Moi Drodzy, nie da się tego zrobić... choć serce pęka i rozpada się na tysiąc kawałków.

Nie możemy przeżyć życia za kogoś, nie możemy czerpać z życia za kogoś, nie podejmiemy za kogoś jego decyzji, nie zaczniemy za kogoś wybierać życia i radości.

Mówię to ja, która gdyby mogła, nieba by przychyliła absolutnie każdemu kosztem wiecznej ciemności dla mnie... ale dziś wiem, że moja ciemność nie ma nic wspólnego z jasnością, radością i życiem dla kogokolwiek na planecie Ziemia.

"Możesz doprowadzić konia do wodopoju, 
ale nie napijesz się za niego."

Moja własna mądrość powtarzana od lat, którą należy wreszcie zaprosić do życia prywatnego tak samo mocno, jak zaprosiłam ją do wszystkich zawodowych ścieżek.

Jeśli ktoś nie chce pomocy i wsparcia, nie mamy na to wpływu... choć serce pęka i rozpada się na tysiąc kawałków.

piątek, 22 czerwca 2018

Jestem wywyższającym się Dupkiem...

Przyszedł taki moment, w którym dotarło do mnie, że ludzie nie dadzą mi nic więcej poza swoimi oczekiwaniami, projekcjami, konkluzjami, ograniczeniami i bolączkami życia.

Większość ludzi nie wychodzi ponad wyżej wymienione, więc nie wiem, czego ja się u licha spodziewam rozmawiając z ludźmi dookoła.

Dotarło to do mnie wczoraj i łzy popłynęły mi same... po prostu samiusieńkie, bo to są takie momenty w życiu, kiedy zaczynasz świadomie prosić, żeby w ciągu 5 lat zamieszkać na tej małej wyspie, która chodzi Ci po głowie od zawsze.

Być obok tego, co wyżej wymienione. 

I to nie jest kwestia ucieczki, ale raczej zmęczenia tym, że im bardziej zależy mi na byciu ponad wyżej wymienionymi, tym bardziej inni chcą mnie w to wtłoczyć na nowo, bo przecież świat ograniczeń, oczekiwań i projekcji, to ich świat codzienny i nie widzą powodu, żeby to odpuszczać.

www.pixabay.com

O Naiwności moja... Skarbie Ty mój... przejrzyj wreszcie na oczy!

Nie odpuszczą, bo to kochają, a Ty co najwyżej i Twoje decyzje będą dla innych najdelikatniej rzecz ujmując "dziwne". 

Ja tam wolę być dziwna, niż pełna frustracji z powodu niespełnionych oczekiwań, projekcji, konkluzji i ograniczeń, które wybieram... LUB raczej, które według wielu wybierać powinnam.

Smutne to wszystko, ale nikt nie obiecywał, że świadomość zawsze będzie wesoła i pogodna.

Można by pomyśleć, że się wywyższam... masz rację! Wywyższam się!

Jestem wywyższającym się Dupkiem, który wciąż łapie się na wybieraniu swoich (czy na pewno moich???!!!) ograniczeń, projekcji, konkluzji i innych schematów, które może i kiedyś mi pracowały, ale dziś z radością mówię im "Bye, bye."

"Bye, bye, bo nie jesteście moje! 
Możecie iść dokądkolwiek tylko chcecie... najlepiej wróćcie do Autora.
Udanej podróży."

piątek, 15 czerwca 2018

... a jak będę w japonkach... życzcie mi powodzenia!

Kiedy dożyłam w końcu wieku 32 lat, dotarło do mnie, że idąc na rozmowę tzw. kwalifikacyjną, jest to rozmowa kwalifikująca dla obu stron.

Dziś to ja wchodzę na spotkanie pewnym krokiem i słucham uważnie, co i kto chce mi zaproponować i to ja decyduję, czy współpraca z daną osobą i praca w danym miejscu mi odpowiadają. 

Przestałam się ubierać w eleganckie stroje, nosić zakryte buciki, bo tak wypada. 

Dzisiaj popylam na rozmowę w japonkach, bo przy temperaturze powyżej 25 stopni nie wyobrażam sobie nałożyć inne buty... poza tym jeśli ktoś moje kompetencje ocenia na podstawie moich japonek, no to raczej się nie dogadamy. 

Japonki też nałożyłam z prostego względu, bo pewnego pięknego dnia zrodziła mi się w głowie pokusa bycia elegancką księgową w balerinach... a że baleriny nowe, to mnie obtarły tak, że z tej elegancji jedynie pamiętam cierpienie ;) 

Ale wracając do tematu... nie chodzę dziś na rozmowy z pozycji ofiary potrzebującej pracy. 

Chodzę dziś na rozmowę z pozycji dorosłej osoby, która spotyka się z drugą dorosłą osobą i albo nam po minucie zatrybi albo nie.

Uważam, że praca z ludźmi, z którymi nam nie trybi, to strata czasu.

Praca ma mi dawać radość, przyjemność, fun i brak poczucia czasu.

Kiedy zamykam mój program do księgowania, za każdym razem nie mogę się nadziwić, że przesiedziałam przed nim 8h.

www.pixabay.com

Dlaczego?

Bo to lubię, bo sprawia mi to radość, bo wreszcie mój perfekcjonizm ma pole do popisu i czepiania się każdej źle wystawionej faktury, i w końcu najważniejsze bo pracuję w pokoju z osobą, z którą na tzw. rozmowie kwalifikacyjnej dogadałam się w 10 minut... a potem rozmawiałyśmy o Irlandii i innych takich rekrutacyjnych sprawach ;)

Można?

Można!

Można prosić o ludzi, o miejsca, o rozmowy kwalifikacyjne, podczas których nikt nie patrzy w moje CV, nie zadaje durnych pytań w stylu "dlaczego to Panią powinniśmy zatrudnić?" czy też "jak widzi siebie Pani za 10 lat?"... koleś, ja nie wiem czasem jak ja widzę siebie na następne 10s, a Ty mnie o jakieś lata pytasz... kto Was tego rekruterzy nauczył???

Przecież to po kilku minutach widać, czy chcecie z daną osobą pracować, czy nie.

Ja przynajmniej wiem, czy chcę z Wami pracować czy nie... i wiem to już po  naszej rozmowie przez telefon ;) 

A potem tylko sprawdzam, czy moja świadomość działa jak należy i prawdę mówiąc nigdy się nie mylę!

Także jak zobaczycie mnie odstawioną jak do teatru, pewnie będę szła do pracy księgować fakturki... a jak będę w japonkach... życzcie mi powodzenia! 

www.pixabay.com

niedziela, 10 czerwca 2018

"A Ty gdzie chcesz stanąć? Gdzie Ci będzie dobrze?"

Ja to bym się mogła przeprowadzać raz do roku!

Serio!

Ten moment, kiedy wchodzę do nowego miejsca, rozkładam swoje rzeczy, każdą z nich pytam: "A Ty gdzie chcesz stanąć? Gdzie Ci będzie dobrze?", jest nie do opisania <3

Uwielbiam rozświetlać miejsce sobą, swoimi rzeczami i nowymi kwiatami!

Tak, mogłabym to robić raz do roku, bo jak pisałam wcześniej, nie mam potrzeby posiadania jednego, stałego miejsca.

Miejsce, to tylko... miejsce!

Nie przywiązuję się do nich za bardzo, nie wspominam ich latami, bo sentyment to jedna z ostatnich rzeczy, o które można by mnie posądzić.

Uwielbiam przeprowadzki również za to, że każde z miejsc, które odwiedziłam, tak bardzo różniło się energią, że nadziwić się nie mogę do dziś, jak wyraziste to były różnice.

W ogóle miejsca i rzeczy martwe mają dla mnie więcej życia, niż nie jeden człowiek.

Mam wrażenie, że dialog z nimi jest soczysty, pełen ekspresji i energii!

Nie, one do mnie nie mówią... w sensie głosów nie słyszę ;) 

Ja po prostu energetycznie wiem, czego te miejsca potrzebują i jakie są.

Każde z nich było i jest dla mnie wkładem.

Pierwsze mieszkanie dało mi dużo radości, wolności i zabawy.

Drugie... pokazało mi, kim naprawdę jestem i do czego mam dostęp. Uświadomiło też wagę i wartość mojego pieniądza.

Mieszkanie, w którym teraz jestem... hmmm...

Jakim wkładem dla mojej wspaniałości, lekkości 
i radości życia możesz być?

Co dzięki Tobie mieszkanko będzie możliwe, 
a co nie było możliwe na poprzednich dwóch miejscach?

Dziękuję za poprzednie mieszkanie, choć można by stwierdzić, iż dało mi ono popalić... i tak i nie!

Widzę go teraz z balkonu i mam w sobie takie pokłady wdzięczności, jakich nie miałam dawno, bo wiem, że dzięki Niemu, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych i nie ma dla mnie rzeczy nie do przejścia.

Dziękuję Ci :*

Już więcej dla Ciebie nie mogę zrobić poza posłaniem Ci swojej życzliwości i wdzięczności!

Trzymaj się dzielnie <3 

www.pixabay.com