środa, 15 czerwca 2016

"Ty masz irlandzki akcent."

Mam taki zwyczaj, że choćbym nie wiem, jak bardzo była zmęczona po pracy, to zanim wrócę do pokoju, wyprowadzam samą siebie na spacer!

Właściwie robię najkrótszą trasę, jaką się da, byle jak najszybciej dotrzeć do mojego łóżka.

A że nie tylko ja mam taki pomysł przed snem, więc spotykam na mojej ścieżce różne osoby.

Nie zawsze chce mi się rzucić to ich: "Hi, how are you", ale rzucam, bo co mi szkodzi, a nuż to mój potencjalny, masażowy klient.

Z naprzeciwka szła starsza pani z pieskiem.

No z psem to ja się zawsze chętnie witam w każdym możliwym języku.

Pogłaskałam, pomiziałam, spytałam pieska jak się ma... i wypadało coś powiedzieć do właścicielki.

Nawet nie pamiętam, jak zaczęłam... ale od słowa do słowa, oczywiście na temat psa, nagle słyszę: "Ty masz irlandzki akcent."

Moje oczy stanęły dęba, uszy porządnie wsłuchały się w wypowiedziane wcześniej zdanie, a dusza wręcz wrzasnęła: "no wypraszam sobie! ja mogę mieć każdy akcent, ale na pewno nie chcę mieć irlandzkiego!".

Pani pewnie ze względu na wiek miała prawo nie słyszeć mojego słowiańskiego zaciągu i moje tłumaczenia na niewiele się zdały.

No cóż... klient nasz Pan i nawet ten spotkany na szlaku ma zawsze rację.

"Akcent irlandzki... a fe!" pomyślałam i poszłam dalej!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza