sobota, 4 kwietnia 2020

W Mamie mam najwierniejszego... Kibica...

Moment, w którym rozmawiam z Mamą i słyszę, że po drugiej stronie słuchawki mam kogoś, kto podobnie jak ja i tata (były wojskowy!) zachowujemy spokój i jedynie zerkamy przez lornetki, noktowizory i inne cuda techniki, cóż się na froncie wyprawia, uważam za moment przełomowy w moim życiu.

Nagle w rozmowie telefonicznej słyszę:

- Wiesz co Córcia, ja tak wczoraj siedzę przed TV, tak już się zaczęłam bać, no wiesz... zassało mnie i nie mija kilka minut i wkurzyłam się na siebie!! Mówię "Kobieto, przeżyłaś to i tamto, a grypy się boisz?". I wiesz, od razu mi się lepiej zrobiło.

- No ba, bo w sumie zadałaś pytanie: do kogo ten strach należy i czy on na pewno jest mój? BRAWO!

- No dokładnie!

- Poza tym pamiętasz, tata jak pracował na poczcie przeżył temat wąglika, był w Nigerii, a tam gorsze zarazy w powietrzu. Tylko spokój może nas uratować!

Jak tak sobie czasem myślę o moich Rodzicach... mama bibliotekarka, Tata były wojskowy... wiecie... jest taki serial, co to Bibliotekarz Świat ratuje... cholera wie, kim są Ci moi rodzice, bo jakoś odbiegają mi od tego, kim przeciętny sześćdziesięciolatek jest.

Cóż... takich ich sobie na to wcielenie wybrałam i w czasach zarazy muszę przyznać, że jako Rodzina zdajemy egzamin. Pokój, spokój, taktyka, strategia i bycie w pytaniu: "Co my na ten temat wiemy?" to podstawa naszych rozmów.

Cóż... od dzieciństwa słyszeć, że "Knapy spadają na cztery łapy" i widzieć w sytuacji, która nie jedną osobę zaprasza do strachu, Rodziców, którzy tego strachu nie wybierają... jestem z Nas dumna <3 

A co zawdzięczam Mamie?

W Mamie mam najwierniejszego... Kibica... tylko wciąż jej konta na FB założyć nie mogę, bo opór... bo niechęć... bo Czytelnicy namierzą ;)

A jest mi w czym kibicować na FB Mamo! 

Inni fani potwierdzą ;) 

www.pixabay.com

środa, 1 kwietnia 2020

... my Knapy zawsze spadamy na cztery łapy!"

Gdybym miała powiedzieć, za co jestem najbardziej wdzięczna moim rodzicom, to jest to tekst powtarzany przez mojego Tatę:

"Pamiętaj Córuś, my Knapy zawsze spadamy na cztery łapy!"

Prawdę mówiąc gdyby nie ten tekst i cudowność narzędzi Access Consciousness, raczej umierałabym teraz ze strachu, aniżeli zadawała pytania i uczyła się bycia z tym, co dookoła, zamiast reagowania. 

"My Knapy zawsze spadamy na cztery łapy!" dało mi podstawę do tego, żeby zbudować samej sobie solidną podstawę pełną zaufania do siebie, ale i też do tego, co mnie otacza.

Co by się nie działo... wiem, że sobie poradzę!

Nawet gdybym miała stracić wszystkie oszczędności... z lekkością je odrobię!

Nawet gdyby strach zaglądał mi w oczy, zaproszę na kawę, pogadam, ciastkiem go ugoszczę, bo wiem, że to On się boi, a nie ja!

Nawet gdyby Świat miał dzisiaj powiedzieć "Koniec, mam was dosyć!"... cudownie, powstanie lepszy!

I jeśli zastanawiasz się, co ważnego możesz przekazać swojemu dziecku, to jest to właśnie takie zdanie: "Co by się nie działo, dasz sobie radę!"

I cytując klasyka: "A jak się nie podniesiesz, to sobie poleżysz" [Jacek Walkiewicz]... i podniesiesz się wtedy, gdy nabierzesz sił do dalszej wędrówki.

P.S. Poniżej jeden z najważniejszych wykładów w moim życiu... <3 


... bo bycie bohaterem swojego życia, to akt odwagi... <3

poniedziałek, 30 marca 2020

Ja tam wolę windą moi mili...

Z (nie)przypadkowych wymian zdań ze znajomymi rodzą się perły.

Znajomy zaczyna opowieść:

- Wiem, że w tym życiu mam wiele do zrobienia i to trochę wygląda jak wspinaczka po ogromnym wieżowcu... bez zabezpieczenia... i na dodatek... bez odpowiednich szkoleń.

Oczami wyobraźni zobaczyłam ów wieżowiec i odpowiedziałam:

- A jeśli to jest prostsze niż Ci się wydaje?

- Jak to?

- Ja tam w tym wieżowcu wolałabym skorzystać z windy.

Cisza...

- W wieżowcach są windy. Szybciej, bezpieczniej i nie wymaga to przygotowania.

Kolega grzecznie wstał, wziął notes i zapisał. 

Ja grzecznie wyprostowałam się, zadarłam nosek i pomyślałam:

www.pixabay.com
O mamo... jak my uwielbiamy sobie utrudniać rozwój... jak my uwielbiamy dokładać sobie (nawet w postaci metafory!) zadań, obowiązków i tego poczucia, że "hellloooo, nikt mnie na to nie przygotował!!!" 

No nie przygotował, ale skąd założenie, że to chodzi o przygotowanie, a nie o wybór... zmiany?

Nie wiem, jak WY, ale ja już mam powyżej dziurek w nosie zmiany i rozwoju, które są pełne trudu, znoju i cierpienia.

Ja tam wolę windą moi mili... wsiadasz? 

P.S. Więcej o jeżdżeniu windą i zmianach, które są dużo prostsze, niż nam mówiono, na Klasie BARS® i/lub podczas konsultacji indywidualnych on-line.

niedziela, 22 marca 2020

... papier toaletowy, zapas makaronu i setki złudzeń...

W dobie Wirusa w Koronie i przepływie informacji zbędnej i niezbędnej (z przewagą tej pierwszej!) jestem zalewana wiadomościami.

I nie wkurzałoby mnie to tak, gdyby nie fakt, iż 90% z nich to skopiowane linki do artykułów czy filmików.

Super... milusio... jestem wzruszona!

Ani "cześć", ani "dzień dobry", ani "jak się masz?", ani "pocałuj mnie w dupę"... nawet moje Dzieci ze świetlicy wiedzą, że jak się w czasach zarazy pisze do Pani wiadomość, to się rozpoczyna od "Dzień dobry"!!!!

Tyle się mówi o tym, że relacje i komunikacja leżą od lat.

LUDZIE, pracuję z wami i dla was na tyle długo, że śmiało mogę stwierdzić, iż jednym z największych zaburzeń XXI wieku, są zaburzenia w relacjach i komunikacji międzyludzkiej. 

Jak wy chcecie budować z ludźmi cokolwiek, jeśli zalewacie ich stekiem artykułów, filmików i durnowatych rzeczy wysyłanych albo z nudów albo ze strachu albo cholera wie, z czego?

Czy Was wszystkich porąbało???

A gdzie to stare, nudne "Jak się masz?"... "Co słychać?"... "Cześć!"... 

Co chcecie uzyskać rozsyłając jeden film czy artykuł do setek?

Poczucie, że macie relację z setką ludzi??!!

Nie macie relacji... macie złudzenia i iluzje... i nic poza tym... papier toaletowy, zapas makaronu i setki złudzeń...

Jeśli jeszcze raz ktoś mi coś wyśle, w zamian wyślę mu... piosenkę:


Kopiuj... i umniejszaj sobie!

"Jeśli chcesz być oryginalny, musisz być gotowy na to,
że będziesz kopiowany."
Kopiowano moje teksty odkąd pamiętam... cóż... są świetne, genialne, z polotem i lekkim piórem, ale żeby takie były, pracowałam na to ponad 10 lat.

Pisałam... pisałam... pisałam i jeszcze raz pisałam.

Bo lekkie pióro i dar do pisania to jedno, a żonglerka słowem, której nabywa się z czasem, to drugie.

Dlatego od początku, kiedy tylko widziałam moje słowa bezczelnie kopiowane u kogoś, reagowałam.

Reagowałam, bo niezwykle szanuję to, co robię i szanuję czas, który temu poświęcam.

Skopiuj i podpisz słowa moim nazwiskiem... wtedy możesz robić z tym tekstem, co chcesz, ale kiedy przywłaszczasz go sobie do promocji swojej strony, usług czy produktów, to zaprawdę Ci powiadam, iż uruchamiasz we mnie wszystkie pokłady piekieł.

Na szczęście reagowanie dało efekt taki, że teraz bardzo rzadko widuję moje własne słowa użyte jako czyjeś, nie zmienia to faktu... moi znajomi czy kursanci wciąż mi mówią z bezradnością: "N. znowu ktoś skopiował mój tekst"... a ja im odpowiadam: "Napisz do tej osoby, stań murem za sobą! To są Twoje słowa, Twoja praca, nie widzę powodu, żeby to odpuszczać." 

Reaguj i pamiętaj o jednym... jeśli jesteś kopiowany znaczy, że jesteś 100 kroków przed nimi... jeśli jesteś kopiowany... umniejszają sobie, a Tobie pokazują Twoją wielkość, nigdy odwrotnie!

Kopiuj... i umniejszaj sobie!

SZACH... MAT!