niedziela, 13 stycznia 2019

"Możesz doprowadzić konia do wodopoju, ale nie napijesz się za niego."

Na szkoleniach i spotkaniach z ludźmi, które prowadzę, często powtarzam:

"Możesz doprowadzić konia do wodopoju, 
ale nie napijesz się za niego."

Jest to mądrość, której musiałam nauczyć się w życiu zawodowym wcześniej czy później, bo albo zwariowałabym jako pomagacz/nauczyciel albo poszłabym w drugą skrajność totalnego olania tego, co u ludzi, których spotykam.

O ile zawodowo wiem to już od lat, o tyle prywatnie wciąż się tego uczę, bo niby jak stać i patrzeć spokojnie na to, kiedy ktoś inny stoi nad przepaścią życia i chce w nią skoczyć.

Niedawno zrozumiałam, że stojąc nad tą samą przepaścią, ale po drugiej stronie, nie mogę zrobić nic.

Mogę jedynie patrzeć z rozsypującym się na kawałki sercem, bo dziś wiem, że jak skoczę z misją ratunkową za tą osobą, zginiemy oboje.

www.pixabay.com

Tego posta kieruję do wszystkich WAS, którzy bardzo by chcieli komuś nieba przychylić, przytulić wszystkie jego problemy i napić się tej pieprzonej wody za niego.

Moi Drodzy, nie da się tego zrobić... choć serce pęka i rozpada się na tysiąc kawałków.

Nie możemy przeżyć życia za kogoś, nie możemy czerpać z życia za kogoś, nie podejmiemy za kogoś jego decyzji, nie zaczniemy za kogoś wybierać życia i radości.

Mówię to ja, która gdyby mogła, nieba by przychyliła absolutnie każdemu kosztem wiecznej ciemności dla mnie... ale dziś wiem, że moja ciemność nie ma nic wspólnego z jasnością, radością i życiem dla kogokolwiek na planecie Ziemia.

"Możesz doprowadzić konia do wodopoju, 
ale nie napijesz się za niego."

Moja własna mądrość powtarzana od lat, którą należy wreszcie zaprosić do życia prywatnego tak samo mocno, jak zaprosiłam ją do wszystkich zawodowych ścieżek.

Jeśli ktoś nie chce pomocy i wsparcia, nie mamy na to wpływu... choć serce pęka i rozpada się na tysiąc kawałków.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza