poniedziałek, 30 grudnia 2019

... wcale nie jestem ekstrawertykiem, za jakiego się uważałam...

Jest taka wyjątkowa część mnie, którą znają nieliczni, a do której sama przed sobą przyznałam się całkiem niedawno.

Nazywam ją Moim Wewnętrznym Aspergerem, który zawsze we mnie był, ale nigdy nie pozwoliłam Mu ukazać się komukolwiek, choć głośnych koncertów, spotkań na więcej niż 3 osoby nie lubiłam nigdy, to dopiero po 33 roku życia uświadomiłam sobie, że wcale nie jestem ekstrawertykiem, za jakiego się uważałam.

Owszem, stanę bez problemu przed setkami ludzi, zrobię wykład, nawet mogę się rozebrać (kwestia argumentacji po co... i odpowiedniej stawki!) i miliony otrzymają to, co otrzymać będą chciały, ALE kiedy schodzę ze sceny, kończę zajęcia, chowam się do mojej skorupy i toleruję jedynie nielicznych.

Po 33 roku życia zrozumiałam, że im mniej mam wokół siebie ludzi ważnych, tym lepiej dla mnie i dla nich, bo mam wreszcie czas, żeby zadbać o nasze relacje. 

Na co dzień zawodowo spotykam multum ludzi i szczerze lubię taką formę pracy, ALE po zdecydowanie wybieram ucieczkę tam, gdzie jest cisza, gdzie czeka ciepła zupa, gdzie mnie ktoś przytuli i nie będzie oczekiwał zbyt wielu słów... to znaczy... wróć... ja Go zarzucę milionem słów, ale będę zaszczycona, kiedy to Ci, którzy są ważni mnie wysłuchają, a pozostali po prostu znikną.

Mój Wewnętrzny Asperger to człowiek niezwykle wrażliwy, który ma nosa do ściemy, ucho do fałszu i czucie idealne. To część mnie wyjątkowo spokojna, nastawiona na tu i teraz, nieznosząca pośpiechu i nadmiaru. 


www.pixabay.com

To w końcu ktoś, dzięki któremu odpoczywam po pracy z ludźmi, nabieram dystansu (i to dosłownie!) do tego, co mnie otacza i dotykam ludzi tak, że nikt z nich nawet nie wie o moim istnieniu. 

Dlatego wybacz mi, jeśli odmówię pójścia na spotkanie w większym gronie czy na Sylwestra, bo mnie to zwyczajnie przerasta i oczywiście jak się zepnę, to stanę na wysokości zadania... ALE po co... wolę las... spacer... czy samotny wypad do sauny, a jak chcesz mi w tym towarzyszyć... zapraszam... ale proszę... nie zabieraj ze sobą znajomych, chcę pójść tam z Tobą i tylko z Tobą <3 


-------------------

Jednym z największych zaproszeń do odkrywania siebie i tego, kim naprawdę jestem jest dla mnie sesja Facelift. 
Czym jest Energetyczny Facelift? 
Fragment z zajęć:

piątek, 27 grudnia 2019

I grzecznie, jak na ucznia przystało siadam dziś do pracy domowej...

Jest jedna jedyna osoba w moim otoczeniu, która nigdy, przenigdy nie nabierze się na moją ściemę. Po pierwsze dlatego, że w życiu prywatnym nie umiem kłamać i jak to mi ktoś kiedyś powiedział: "Z Ciebie można czytać jak z otwartej książki"... i jeśli zdejmę wszystkie maski widać mnie, moje słabości i to, kim naprawdę jestem.

Przed Nią nie ma sensu tego ukrywać, bo to jedyna osoba w moim otoczeniu, która z grubej rury pokaże każdy milimetr mnie, który jest kłamstwem, oszustwem i pięknym obrazkiem mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Nawet nie wiesz K., jak wiele mam wdzięczności za Ciebie w moim życiu i za to, że nigdy, ale to absolutnie nigdy we mnie nie zwątpiłaś, nigdy nie obśmiałaś tego, o czym mówię i zawsze byłaś najwierniejszym kibicem... dlatego postanowione, w przyszłym roku zmieniam lewobrzeżną Warszawę na tą straszną, nieznaną krainę pełną lodu, śniegu i tajemnic - jeden dylemat na 2020 z głowy mniej!

Dziękuję Ci również za to, jak pokazujesz mi te wszystkie momenty, kiedy ja Królowa umniejszam sobie tak, że aż wstyd się do tego przyznać i mówić o tym otwarcie Światu. Na szczęście wystarczy, że powiem to Tobie i już mój Świat staje się innym miejscem. 

I grzecznie, jak na ucznia przystało siadam dziś do pracy domowej i odpowiedzi na następujące pytanie:

Na co sobie jeszcze nie pozwalam w życiu prywatnym i zawodowym, 
a gdybym w końcu pozwoliła, moje życie zmieniłoby się razy milion?

www.pixabay.com

Do tego zestawu dorzucę jeszcze jedno pytanie dla siebie i dla Was Czytelnicy:

Jak wielu rzeczy nie otrzymujemy tylko dlatego, 
że nie możemy uwierzyć w to, że wykreowanie tego było banalne, 
a "poproś, a otrzymasz" stało się naszym głównym mottem życiowym?

Dziękuję K... oba pytania kopią i to mocno. Gdyby nie rozmowa z Tobą, nigdy bym ich nie zadała :*

Z wdzięcznością
N.

_____________________________________

Fragment Klasy BARS:

środa, 18 grudnia 2019

Bo kto powiedział, że codzienność nie może być magiczna?

Im dłużej chodzę po świecie i zastanawiam się nad tym, co jest dla mnie ważne w relacji damsko-męskiej, tym częściej dochodzę do wniosku, że są to dwie rzeczy: SPOKÓJ i CODZIENNOŚĆ.

Spokój, bo przy moim grafiku pracy i codziennej pracy z ludźmi, które dostarczają mi atrakcji, zmian i chaosu, za co jestem bardzo wdzięczna, w życiu prywatnym już mniej mnie taka zabawa kręci. 

Jak to powiedziałam na krakowskiej klasie BARS: "Chcę wrócić z wyjazdu do domu i zjeść z kimś ciepłą zupę!"... zarąbiście, jak nie ja ją będę musiała gotować, bo wtedy jest ta atrakcja... to ryzyko... ta walka o przetrwanie, bo ktoś może po moim gotowaniu zginąć... a tego byśmy nie chcieli ;)

Codzienność natomiast to dla mnie krótka wiadomość o treści: "Pięknego dnia!", to telefon z pytaniem: "Jak się masz?", to niespieszne śniadanie... rozmowa i bycie... nie, wcale nie szlajanie się 4 razy w tygodniu po kinach/teatrach/koncertach, wyjazdy na wakacje czy inne ekstra rozrywki, bo takowe mogę zapewnić sobie sama... raz, że mnie na to stać, dwa... większość z nich nie jest dla mnie atrakcyjna - wolę długi spacer po lesie.

Dlatego jak obserwuję siebie  i innych w relacjach ze zadziwieniem patrzę, jak bardzo telenowele, kłótnie dla kłótni cenimy bardziej niż święty spokój... i cudowną, na swój sposób przewidywalną codzienność, która o ile zawodowo doprowadziłaby mnie do samobójstwa, o tyle prywatnie jest czymś, co cenię najbardziej... pokój... spokój... i magia codzienności <3

Dla mnie to recepta na relację, do której chce mi się wracać z moich wyjazdów... chce mi się w niej być po pracy z ludźmi... chce mi się w nią wtulić, kiedy inni stają się trudni do zniesienia. 

www.pixabay.com

A zupa... to naprawdę cudowne, kiedy można zjeść talerz ciepłej zupy z ukochaną osobą... i nie spieszyć się z niczym!

Bo kto powiedział, że codzienność nie może być magiczna?

Jak chcesz widzieć magię w nie-codzienności, 
jak to, co na co dzień, nie wprawia Cię w zachwyt?

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Nie, nie czuję magii świąt...

Kiedy zbliżają się Święta, wielu szuka w niej magii.

Byłam gotowa już osądzić siebie srogo za to, że ja jej właściwie nie czuję, do momentu rozmowy ze znajomą.

"Wiesz, ja to lubię ten czas zatrzymania się, spędzony z najbliższymi, refleksję i spokój, jaki dają Święta."

I mnie olśniło, dlaczego ja Magii Świąt nie czuję i czuć nie mam prawa...

... zatrzymywać się nauczyło mnie życie zawodowe i gdybym nie potrafiła tego robić raz na tydzień, Ciało odmówiłoby mi posłuszeństwa...

... czas spędzony z Najbliższymi jest ostatnio dla mnie czymś świętym i dbam o niego nie tylko... od święta...

... refleksji na temat siebie, swojego życia, hierarchii wartości dokonuję 3 razy w tygodniu,... bo częściej mogłoby mnie to zabić...

... a pokój i spokój jest czymś do czego dążę na co dzień, bo inaczej bym oszalała...

I Święta, żeby przypomnieć o tym, co ważne, nie są mi w ogóle potrzebne, bo ich tzw. magię mam na co dzień... bo sama nią jestem... bo ją kreuję i tworzę czasem na pstryknięcie palcami...

Ale kiedy znajomy wysyła mi zdjęcie rodziny... PIĘKNEJ rodziny, bo adoptowali dzieci i te cudowne Istoty spędzą Święta z wyjątkowymi ludźmi, wtedy zaczynam się zastanawiać, jaka tak naprawdę magia jest dla mnie i dla świata możliwa, bo jeśli mam ją sprowadzić do 2h miłej kolacji w gronie rodziny, to dla mnie to już jest codzienność magii, a nie jej petarda... a ja dziś pytam o petardę magii... petardę zmiany, by ten Świat zostawić trochę lepszym miejscem niż się na niego w tym wcieleniu przyszło.

Magia Świąt?

Nie, dziękuję... Magię dla mnie, mojej Wielkiej Piątki, dla Świata włącz!

A czy zjem przy tym pierogi, barszcz czy przytulę się z rodzicami... cóż cudowność tej magii wybieram na co dzień i 24 grudnia niewiele w tej kwestii zmieni <3

Nie, nie czuję magii świąt... czuję magię, która jest znacznie większa niż to, na co czeka 95% ludzi dookoła <3

Bo jaka tak naprawdę Magia jest dla nas 
i dla tego Świata możliwa, 
a jakiej nigdy nie braliśmy pod uwagę?

www.pixabay.com

piątek, 29 listopada 2019

...pytanie musi mieć przestrzeń, by móc rozkwitnąć mądrością siebie...

W momencie, w którym dochodzę do ściany albo nie do końca wiem, co mam zrobić, zabieram się za sprzątanie i wyciąganie z szaf tego, co żyje w wiecznym chaosie.

Nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że do chaosu w szafach zatrudniane są specjalne Krasnale i co zrobisz w nich porządek, one co noc wprowadzają w szafie chaos.

Wczoraj przegląd butów... bo niektóre z nich utknęły w ślepych uliczkach i już nigdzie razem nie dojdziemy.

Następnie szaliki i chustki... bo nie wszystkie już dodadzą mi uroku i zadbają o moje ciepło, kiedy silny wiatr zahula w okolicach szyi.

Do tego klasyczne sprzątanie... by widzieć więcej i mieć z tym pokój i spokój, a nic tak nie dodaje klarowności mieszkaniu jak odkurzacz i mop.

Dziś jeszcze zerknę do szaf z kawą i herbatą, by po pierwsze sprawdzić, co ja tam właściwie mam, zostawić to, co najlepsze dla najważniejszych, a na inne miejsce dać to, co dla reszty ;) A stare, rozsypane... cóż, tego nawet Krasnale nie tkną!

I tak dzięki sprzątaniu, przeglądaniu rzeczy, wyrzucaniu tych, które już się do niczego nie przydadzą, a zostawieniu jedynie tych, które będą wnosić radość, mam więcej pokoju i spokoju.

I Tobie Czytelniku też radzę znaleźć swój sposób na życiowe ściany.

Oczywiście do wszystkiego można zadać odpowiednie pytanie, ale pytanie musi mieć przestrzeń, by móc rozkwitnąć mądrością siebie i przynieść to, co na ten moment będzie najlepsze... <3  

www.pixabay.com

wtorek, 26 listopada 2019

"Nie przejmuj się, ja też tego nie potrafię!"

Kiedy chcesz zaimponować i robisz deser, który Ci zawsze wychodzi, licho czai się za rogiem.

Jest pewien pyszniutki deser, bez pieczenia i zbędnego stania w kuchni, który zrobi nawet dziecko. Jedną z warstw tej pyszności jest budyń, który przeważnie robię z własnego przepisu, bo ten kupny jakoś mi w tym przypadku nie pasuje. 

Budyń to sprawa prosta, która wychodziła mi absolutnie ZAWSZE do momentu, w którym nie usłyszałam od znajomego, że on wiele rzeczy w kuchni potrafi, ALE budyń to mu nie wychodził nigdy. 

Ok, informacja jak informacja. Pokiwałam głową ze zdziwienia i tyle.

Przyszedł dzień deseru ostatecznego, prezentacji go światu i co ja widzę 24h od jego zrobienia?

Że do budyniu dodałam.... za dużo mleka, bo nawet czas spędzony w lodówce nie pomógł warstwie budyniowej na tyle mocno się połączyć, żeby deser był, że się tak wyrażę... sztywny i nie rozpadał się pod nożem w trakcie krojenia.

Uśmiałam się z tego okrutnie i zadałam pytanie:

"Jak wiele rzeczy psuję, sprawiam, że mi nie wychodzą 
i w jak wielu miejscach udaję głupszą niż jestem, 
żeby inni czuli się ze mną dobrze?"

www.pixabay.com

O losie... głupoto Ty moja... dobrze, że to tylko budyń niemający wpływu na jakość deseru - kilka osób go jadło i aż uszy im się trzęsły... ale umniejszanie sobie i specjalne pokazywanie siebie w klimacie: "Nie przejmuj się, ja też tego nie potrafię!" to już poważniejsza sprawa... powiem szczerze... sytuacji, miejsc i ludzi było przed moimi oczami tyle, że by mi blachy nie starczyło, by to w spokoju zajeść i potem dzielnie przetrawić. 

Nie psujmy tego, co robimy świetnie tylko po to, żeby pasować do innych i żeby Ci inni czuli się z nami dobrze!

Niech moc budyniowa będzie z Nami!

P.S. Budyń jest rewelacyjnym przykładem na to, jak WSZYSTKO absolutnie wszystko może być dla nas wkładem... wystarczy zadać do tego odpowiednie pytanie <3 

sobota, 23 listopada 2019

"Bo dzieci i młodzież sprawdzają, czy my jesteśmy dorośli!"

Jako psycholog, trener raz na jakiś czas mam tzw. superwizję. Przychodzi "mądrzejszy" i starszy i słucha tego, z czym reszta sobie radzi gorzej lub nie radzi wcale... czasem komentując to, co usłyszy.

Rzadko mi się zdarzało, żeby to, co powiedział superwizor zostawało mi na dłużej niż 5 minut, ALE wreszcie trafiłam na superwizora z klasą, od którego usłyszałam następujące słowa:

"Bo dzieci i młodzież sprawdzają, 
czy my jesteśmy dorośli!"

No powiem szczerze... usłyszałam to miesiąc temu, a wierci mi to dziurę w głowie do teraz, bo tak mądrych słów nie słyszałam chyba nigdy.

Ale przejdźmy do sedna... czy naprawdę dorosły człowiek miałby problem z tym, że:
- dziecko nie chce czegoś zrobić i trzeba mu to powtarzać 120 razy?
- jest wściekłe?
- krzyczy "nienawidzę Cię"
- młodzież raz chce z nami rozmawiać, a raz nie chce???
- i miewa "humory"????

www.pixabay.com

No właśnie... teraz przejdźmy do relacji dorosły - dorosły... to znaczy do tych relacji, gdzie spotyka się dójka ludzi powyżej 18 r.ż. nazywanych potocznie "dorosłymi" ;)

Czy dorosły człowiek miałby problem z:
- dogadaniem się na spokojnie z drugim dorosłym?
- emocjami, które chcą czasem wziąć górę?
- zawiścią?
- słuchaniem innych?
- fochami... (patrz: foch jako podstawowa forma komunikacji!)
- ... mam wymieniać dalej???

Jak bardzo jesteśmy wciąż niedorośli, a udajemy przed dziećmi, młodzieżą, partnerem, że nasze ukończone 18 lat oznacza dojrzałość i mądrość?

Dla mnie od momentu tej superwizji pytanie: czy ja tutaj wybieram dorosłość czy zachowuję się jak szczyl? weszło do pytań podstawowych mojego życia zarówno zawodowego jak i prywatnego i prawdę mówiąc to kolejne pytanie, które stawia mnie do pionu odpowiedzialności i klarowności bycia z drugim człowiekiem.

Po milion kroć dziękuję Pani Superwizor za te słowa <3 

Dorosłość... odpowiedzialność... i klarowność relacji włącz! 

czwartek, 21 listopada 2019

4 NAJ rzeczy, które usłyszałam dzięki Access Consciousness

Access Consciousness to zestaw totalnie pragmatycznych narzędzi w formie pytań, mantr i setek procesów na Ciało takich jak sesja BARS czy też Facelift, które zapraszają do dialogu wszystko, co do tego dialogu zaprosić zechcesz.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, co ja uwielbiam w tym podejściu i wyszły mi z tego 4 NAJ rzeczy, które zmieniły w moim życiu wiele, a które przede wszystkim włączyły odpowiedzialność za siebie, swoje życie, związki, finanse, biznesy, ciało i wszystko to, co mnie otacza.


4 NAJ rzeczy, które usłyszałam dzięki Access Consciousness, przeczytałam w nie jednej AC książce i które sama chętnie powtarzam jako nauczyciel sesji BARS i Facelift:

To TY wiesz, a nie nikt inny... co jest dobre dla Ciebie, Twojego życia, biznesu, Ciała <3

Szczęście to tylko WYBÓR! - więc przestań biadolić o kiepskim dzieciństwie, surowych nauczycielach, traumach sprzed 20 lat, okropnym mężu/żonie/dzieciach i że rząd mamy nie taki jak trzeba.

Punkt widzenia kreuje Twoją rzeczywistość -  jeśli uważasz, że życie jest okropne... masz rację! Wszyscy mężczyźni są tacy sami... masz rację! Nigdy nie będziesz zarabiać tyle, ile chcesz... masz rację!

A gdyby założyć, że wszystko jest z nami OK, tylko czasem wybieramy głupotę? - ja już powyżej dziurek w nosie mam szukania w sobie tego, co nie działa, co wymaga naprawy i sprawia, że wciąż czuję się niepoprawna, nie taka jak trzeba, za mało świadoma, za mało uduchowiona... skończyłam z osądzaniem siebie i ciągłym przepracowywaniem! Teraz po prostu... JESTEM!



Powyższe teksty kopią mnie w tyłek odpowiedzialności za swoje życie i niezwalania tego na kogokolwiek innego!

Efekt?

Mam życie, jakie zawsze chciałam mieć i co najlepsze wiem, że to dopiero czubek góry lodowej i początek podróży życia.


Grafik aktualnych klas znajdziesz na stronie:
www.nataliaknap.com.pl/szkolenia/

... bo ICH wybieram... bo są dla mnie naprawdę ważni...

Od jakiegoś miesiąca czy dwóch będąc w Świdnicy... a może w Krakowie czy też stolicy... doszłam do wniosku, że mam już dosyć ilości.

Ilości ludzi, ilości kaw, ciast i czasu, jakie spędziłam z setkami tych, którzy przewinęli się przez moje życie w ciągu ostatnich 10 lat.

Nie zrozumcie mnie źle, to był fajny czas, aromatyczne kawy, pyszne herbaty  ALE ja w wieku 33 lat wchodzę w etap Wielkiej Piątki.

www.pixabay.com
Wielka Piątka oznacza dla mnie 5 najważniejszych relacji, jakie tworzę i na jakich zależy mi najbardziej, a w związku z tym, że doba trwa 24h, a moja głowa mieści coraz mniej kaw o niczym, herbat dla samej herbaty, postanowiłam skupić się w życiu prywatnym na nie więcej niż 5 "osobach".

"Osoby" zyskały nawias, bo moje Ciało też jest w tej Wielkiej Piątce. 

Mam teraz czas, w którym mogę nie mieć zbyt wiele czasu dla wielu ALE dla najważniejszych ten czas jest ZAWSZE, bo o ile tych "wielu" w sytuacjach kryzysowych redukowało się do zera, o tyle Ci najważniejsi byli i przede wszystkim JA dla nich też chcę być.

Może to okrutne... może wyniosłe, ALE Wielka Piątka sprawia, że pewne osoby, pewne wypite z nimi kawy, zjedzone ciasta są najważniejszymi kawami świata i tym kawom dziś chcę poświęcać swój wolny czas <3

Bo mogę... bo chcę... bo ICH wybieram... bo są dla mnie naprawdę ważni... i ja jestem wybierana przez nich i ważna dla nich <3 

A kim dla Ciebie jest Wielka Piątka?

Możesz umieścić w niej Ludzi... Rodzinę... Zwierzęta... swoje Ciało... Biznes...  nawet samochód ma prawo się tam znaleźć, bo doskonale wiem, jak wiele życia i jak wiele wspaniałości mają w sobie rzeczy "martwe". 

Nie ma na tej liście kogoś, kogo musisz umieścić i nie ma też kogoś, kogo umieścić Ci nie wolno... ta lista ma prawo zmieniać się w ciągu Twojego życia, a może zostać taka, jaką ją w swojej głowie stworzyłeś.

Proszę Cię tylko o jedno... nie zapomnij umieścić w niej SIEBIE <3 

wtorek, 19 listopada 2019

"To mądre - ja też to chcę w swojej hierarchii wartości!"

Ten moment, w którym dotarło do mnie, że jedną z największych wartości w życiu jest SPOKÓJ, uznałabym za jeden z przełomowych momentów mojego życia. A zaczęło się od pewnej grupy osiemnastolatków, którzy jako pierwsi w historii mojej pracy w hierarchii wartości całej klasy umieścili... SPOKÓJ!

"To mądre - ja też to chcę w swojej hierarchii wartości!" - pomyślałam.

I żeby była jasność... kocham moje szalone, nieprzewidywalne życie zawodowe. Te moje wyjazdy, noclegi, spacery po miastach i pracę z ludźmi ALE życie prywatne jest dla mnie czymś innym niż zawodowe i tam od jakiegoś czasu szukam przede wszystkim SPOKOJU... wytchnienia... oddechu... przytulenia.

Od dziś postanowiłam również wypraszać ze swojego wagonu życia tych, którzy bardziej cenią konflikty, emocje, telenowele, posiadanie racji od relacji.

Było miło Was poznać, ale drzwi do wagonu są po prawej stronie.

A wszystkich tych, dla których pokój i spokój są wartościami równie cennymi jak dla nastolatków, zapraszam serdecznie na kawę <3

A że kupiłam ostatnio nowy ekspres do kawy... taki prawdziwy, nie że na kapsułki, to zapraszam z dobrą kawą mieloną (jeszcze nie mam młynka!) i ciastem ;) 

Z pustymi rękami nie wpuszczę :P 

Jakim wkładem możemy być dla swojej wspaniałości?

niedziela, 17 listopada 2019

N. czy to jest ok, że ja poza pracą nie mogę znieść ludzi?

Kiedy Twoja znajoma Okulistka ze stażem pracy takim jak Twój wiek pyta się Ciebie:

"N. czy to jest ok, że ja poza pracą nie mogę znieść ludzi?"

Patrzysz na nią, potem oczami do wnętrza siebie i mówisz:

"Nie przejmuj się, ja mam dokładnie to samo! Z większością ludzi teraz odwołuję spotkania."

Ona patrzy na mnie, chwila ciszy: "Ojej, dziękuję, że ze mną nie odwołałaś"

Obie parsknęłyśmy śmiechem...

www.pixabay.com
Praca z ludźmi to specyficzna działka. Słuchasz opowieści, czasem wesołych, ale najczęściej nie, płacą Ci za słyszenie tego, co mówisz i czasem ta uważność jest z Tobą przez 4 do 7h dziennie. 

Pracuję z ludźmi ponad 10 lat i nie wyobrażam sobie zajmować się czymś innym ALE już poza pracą zamieniam się w introwertycznego Aspergera, który chętnie porozmawia ALE z wybranymi... prawdę mówiąc wybranymi najczęściej są psy, koty, czasem zaczepiające mnie wzrokiem dziecko.... no ewentualnie szarmancko podrywający mnie Mężczyźni, ale poza pracą najbardziej lubię SIEBIE i zaledwie kilka osób z mojego otoczenia... 

... i tak, to jest całkiem normalne, że pracując z ludźmi... całej reszty mamy dosyć!

Także Pani Doktor, wszystko jest z Panią OK... ze mną też... <3 

I z każdym z Was, kto po pracy z ludźmi zaszywa się w domu sam ze sobą, ze swoją rodziną, kotem, psem i wie, że jak tylko ktoś zbliży się do drzwi, to zagryzie - wszystko jest z Wami OK Kochani!

poniedziałek, 4 listopada 2019

Komu i czemu pozwalasz zabierać swoją przestrzeń...?

Jeżdżenie pociągami to dla mnie czas odpoczynku, regeneracji przed i po pracy. Szczerze to uwielbiam, bo w całym tym przemieszczaniu się i podróżowaniu, sama droga jest najprzyjemniejsza. 

Współpasażerowie bywają różni, choć prawdę mówiąc narzekać nie mogę. Poza tym dla mnie nie ma sytuacji, z której nie da się wyciągnąć jakiejś mądrości. Wystarczy do niej zadać odpowiednie... PYTANIE!

Sytuacja z dzisiaj... współpasażerem jest dziadek, wiek 87 i pół jak to sam siebie określił z ewidentną potrzebą zwrócenia na siebie uwagi sobą i swoimi historiami.

Na szczęście w przedziale prócz mnie były jeszcze 2 osoby, więc odłączenie się od historii pana nie było trudne, bo w naszym społeczeństwie jest tak mocny przymus i obowiązek słuchania kogoś, kto mówi, a ma trzy razy więcej lat niż my, że ktoś to zadanie przejąć musiał.

Pomimo znalezienia rozmówcy pan starszy nie odpuszczał... to musiał zagadać, to pomachać, kiedy miałam słuchawki na uszach, to skomentować, moje wyjście i powrót z toalety.

www.pixabay.com

....******.... i to jest moment na kilkadziesiąt niecenzuralnych słów... ale za nimi wdech - wydech przynoszą odpowiednie do tego pytanie: 

Komu i czemu pozwalasz zabierać swoją przestrzeń 
tylko dlatego, że tak wypada, że tak zostałeś nauczony

Tak się składa, że im jestem starsza, tym mam więcej cech osób, które na tyle rozkoszują się swoim światem wewnętrznym, że to, co na zewnątrz, przestaje je interesować.

Poza tym na co dzień płacicie mi nie tyle za słuchanie Was, ale słyszenie tego, co mówicie... dzięki Panu w wieku 87 lat (i pół!) zrozumiałam po 33 latach życia, że nie mam obowiązku, nie muszę, a wręcz wolno mi kompletnie nie słyszeć nikogo prócz samej siebie... chyba, że jestem w pracy lub na WYBRANYM PRZEZE MNIE spotkaniu!

W kontraście do dziadka na peronie w Katowicach był Pan... wiek ok 50 lat, brzuszek, lekki zarost... od słowa do słowa poszła rozmowa... przemiła, nienachalna, nie na energii "bo ja nie mam, co ze sobą zrobić, masz mnie słuchać!"... (niestety, wylądowaliśmy w 2 różnych przedziałach!) z przyjemnością, radością i tonami życzliwości, jakie mam, odprowadziłam Pana na tramwaj, co by się w tej mojej Warszawie nie zgubił.

A Panu Dziadkowi i wszystkim innym Dziadkom mówię jasno i wyraźnie:

"W moim pociągu obowiązują zapisy na rozmowę ze mną. Jeśli dialog nic nie wnosi do mojego życia, a u Ciebie jest jedynie zapchaj dziurom Ciebie samego, moje stawki znajdziesz na stronie www.nataliaknap.com.pl" 

Powtarzam to jasno i wyraźnie w imieniu swoim i wszystkich innych "pomagaczy"... nie mamy obowiązku Was słyszeć poza naszą pracą! Drzwi od wagonu są po prawej stronie, a jeśli trudno je znaleźć, z chęcią Wam je pokażemy palcem!

Panu 50+ życzę przecudnego pobytu w Warszawie!

Sobie... przecudnej i jeszcze piękniejszej relacji z samą sobą!

Mamy prawo poza pracą być jedynie dla samych siebie... i kilku wybranych "szczęściarzy"! A całą resztę odesłać na odpowiednią stronę www... drzwi znajdują się po prawej stronie!

piątek, 27 września 2019

Co i kto spowalnia Twój pociąg...?

Opowiem Wam historię pewnej podróży...

Jadę sobie pociągiem do Wrocławia i nagle pociąg staje, a przez głośniki słychać komunikat: "Czekamy na karetkę, jeśli ktoś z Państwa potrafi udzielać pierwszej pomocy, zapraszam do wagonu nr 5."

Ok... studiowałam ratownictwo medyczne, fantom dmuchałam ostatni raz na studiach czyli ponad 10 lat temu, ale tego się nie zapomina, więc postanawiam w moich stukających butach na obcasach, z wyglądem pani profesor medycyny, iść dzielnie z wagonu nr 1, w którym byłam, do wagonu nr 5.

Ten wzrok ludzi, których mijałam - bezcenny!

Okazało się, że po spojrzeniu i posłuchaniu delikwenta, było wiadome, że czymś się naćpał zatrzymując caluśki pociąg, kilka pociągów za nami i tworząc nam wszystkim ponad godzinne opóźnienie. Stan pana nie zagrażał jego życiu i zdrowiu. 

W wagonie nr 5 były 4 osoby chętne do pomocy... wszyscy wróciliśmy na miejsce. Uspokoiłam konduktora: "Spokojnie, róbcie swoje, macie procedury, a delikwenta jak najszybciej oddajcie karetce."

Pominę w tej całej historii komentowanie tego, dlaczego przy setkach pasażerów, w wagonie nr 5 pojawiły się jedynie cztery osoby, z czego ja byłam najstarsza i wyglądałam jak wykładowca pozostałej trójki... jest ustawa, która mówi, że za nieudzielenie pomocy grożą 3 lata więzienia... nie umiesz, to się k**** naucz!

Ciekawszy jest inny wątek, bo w całej tej sytuacji postanowiłam stworzyć jakieś pytanie, które da mi i mojemu życiu najwięcej świadomości...

Jak często biegniesz na złamanie karku 
z wagonu nr 1 do wagonu nr 5, 
by pomóc komuś, kto tej pomocy nie potrzebuje, 
a jedynie spowalnia Ciebie i setki innych w działaniu?

Jak często tracisz swój czas na ludzi i ich problemy,
a oni Ci nawet zwykłego "dziękuję" nie powiedzą?

I w końcu:

Co i kto spowalnia Twój pociąg, 
a wystarczyłoby go zostawić w szczerym polu i jechać dalej?

www.pixabay.com

Nie mam na myśli naćpanego pana z pociągu... są procedury, a konduktorzy byli w moim wieku i mieli prawo spanikować i trzymać się wytycznych tak, jak ich nauczono, ale życie to nie ustawy i procedury... więc...

Co i kto spowalnia Ciebie, Twój biznes, Twoje życie... 
a Ty jak kretyn biegniesz do niego z wagonu nr 1 do wagonu nr 5???

Wiem, te pytania nie są wygodne i milusie... ale kto obiecywał, że świadomość będzie zawsze komfortowa.

Jakby co... pisz!

Zadam Ci kolejne pytanie ;)

sobota, 21 września 2019

...to co Ci młodzi ludzie słyszą przez naście lat życia...???

Przechadzam się pomiędzy uczestnikami warsztatu i sprawdzam, co tam mądrego (lub też mniej mądrego) wypisują na plakatach. Zawsze jest przynajmniej jeden młody człowiek, który rzuca dobrymi żartami i można się pośmiać, więc mówię mu w reakcji na jego kolejny udany komentarz: "Uwielbiam Cię - cudny jesteś!" i odchodzę.

Po chwili podchodzi do mnie współprowadząca i mówi: "Ty wiesz, co on powiedział, kiedy odeszłaś? <<To chyba była jedna z najmilszych rzeczy, jaką kiedykolwiek usłyszałem>>"

Wow... prawdę mówiąc siedzi mi to w głowie do dziś!

Ten młody człowiek ma ok 18 lat... jeśli mój zwykły komplement był jedną z najmilszych rzeczy, jakie kiedykolwiek usłyszał... to co Ci młodzi ludzie słyszą przez naście lat życia od rodziców i nauczycieli????

Ja nie mówię o wychwalaniu, przechwalaniu i chwaleniu za wszystko... nigdy tego nie robię, ale zwykłym zachwycie nad drugą osobą... zauważeniu tego, co w niej cudne...

Chciałabym coś jeszcze mądrzejszego napisać, ale zwyczajnie to smutne, co on powiedział... 

... bądźmy dla siebie milsi, życzliwsi, zauważajmy w sobie fajne rzeczy, chwalmy za ekstra kiecki... czy to naprawdę takie trudne??? 

Czy to naprawdę takie trudne zobaczyć w Młodych to, jacy są???? 

Dorośli... ogarnijcie się!!!

Irlandia...

piątek, 30 sierpnia 2019

... od teraz słucham uważnie, co jest Ci potrzebne do szczęścia!

Czy Ty aby na pewno honorujesz swoje CIAŁO?

Dużo podróżuję, przemieszczam się, robię szkolenia w całej Polsce i w związku z tym hotele, apartamenty, PKP i Pendolino są częstym miejscem moich pobytów.

Kiedyś głównym kryterium wyboru miejsca czy rodzaju pociągu była cena... oby jak najtaniej, nieważne że dwa razy dłużej i że niewygodnie.

Dzisiaj podstawowym kryterium jest moje CIAŁO, żeby było mu wygodnie, ciepło, bez pośpiechu, z miłym zapachem i z dużą ilością miejsca na nogi. 

Wracając z Krakowa wkurzyłam się na siebie i to bardzo, bo kolejny raz wybrałam powrót Pendolino 2 klasą, gdzie system dał mi miejsce przy stoliku 4-osobowym, a na przeciwko mnie siedział jak zawsze Mężczyzna z nogami tak długimi, że mi pozostało miejsca tyle, co nic... nie pierwszy raz tak wracam z Krakowa i pomyślałam sobie z ogromną wściekłością na siebie, że to ostatni raz, kiedy taką podróż wybieram. Po prawie 3 dniach pracy spędzonych z ludźmi, moje Ciało jest zmęczone i potrzebuje bardzo dużej ilości przestrzeni, ciszy i spokoju... wróciłam umordowana, zmęczona, padnięta i pomimo to, że tydzień wcześniej dostałam piękny masaż, a 3 dni przed byłam w saunie, właściwie mogłabym znowu kłaść się na stół.... "BEZ SENSU" - wrzasnęłam!

To, co wydałabym na bilet w 1 klasie, wydam teraz na regenerację siebie i mojego Ciała, więc usiadłam do kupna kolejnego biletu z gotowością zapłacenia ponad 200 zł za miejsce... i co ukazało się moim oczom? Przecena... promocja... bilet w 1 klasie za 119 zł... CIAŁO... TY to jesteś sprytne ;) 

www.pixabay.com
Dziękuję... a wystarczyło to po prostu... wybrać dla siebie i dla mojego, cudownego Ciała, które dzielnie znosi wszystkie podróże, dźwigane walizki, nowe łóżka, miejsca, prysznice, pociągi, autobusy i jedzenie na mieście... jesteś wielkie Ciałeczko... przepraszam za te momenty, kiedy Cię nie honorowałam... od teraz słucham uważnie, co jest Ci potrzebne do szczęścia :) <3 

Cudnie, że jesteś!

P.S. Ja też lubię te nasze spacery, pływalnię, saunę, masaże i owoce z maślanką <3 Cudowne i smaczne są te Twoje wybory! Dziękuję <3 

środa, 21 sierpnia 2019

Jak wiele osądów innych wciąż nosimy w sobie...

Wczoraj miałam bardzo ciekawą wymianę zdań z osobą dla mnie ważną... i tu się zaczyna cała opowieść...

Żyjemy w świecie osądów innych i to, co pakujemy do swoich głów i potem dźwigami przez całe życie jest często tylko i wyłącznie czyjąś opinią, punktem widzenia, osądem, a jeśli komuś ufamy, to już w ogóle uznajemy to za prawdę ostateczną na nasz temat nie poddając weryfikacji tego, co usłyszeliśmy... bo ta osoba wie, bo nas zna, bo przecież to informacja zwrotna i mój temat do pracy... bo to przecież ze mną jest coś nie tak... znacie to???

Wczoraj usłyszałam, że jestem "niekobieca"... hmm... na szczęście ilość adoracji, jaką otrzymuję od Mężczyzn, ilość spojrzeń i komplementów przeczy temu, na dodatek sama o sobie tak nie myślę, więc słowa te zabolały, ale tylko przez chwilę. 

Jak wiele osądów innych wciąż nosimy w sobie, 
bo uwierzyliśmy, że to prawda na nasz temat, 
a to był zwyczajny osąd, który o nas nic nie mówi, 
ale mówi wiele o osobie, z którą rozmawiamy?

Jak wiele przekonań na swój temat, jakie mamy, należy do innych 
i jak wiele z tego nie jest naszym "problemem" 
i tematem do przepracowania, ale czyimś?

Więc bardzo Cię teraz proszę Czytelniku... wywal ze swojej głowy to wszystko, co usłyszałeś od innych na swój temat, bo mogę Ci gwarantować, że 99% tego, co o sobie myślisz, jest czyimś osądem, a nie prawdą o Tobie.

Ludzie i tak Cię osądzą, co byś nie robił... ale to są tylko osądy i one nie mówią nic o Tobie, ale bardzo dużo mówią o tym, kto je w naszą stronę posyła.

Z ogromną życzliwością dla Ciebie i Twojego plecaka, który dźwigasz... rozpakuj go dziś proszę i wyrzuć to wszystko do śmieci tak jak ja, wyrzucam osąd o niekobiecości... bo co jak co, ale mam jej w sobie dużo więcej niż miałam lata temu i czuję się z nią zwyczajnie dobrze... więc cóż... jeden kamień z plecaka mniej <3 

Serdeczności
N. 
www.pixabay.com

niedziela, 11 sierpnia 2019

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Tak się czasem składa, że na zajęcia przeznaczone dla grupy zapisuje się... jedna osoba. 

Można by uznać to za trenerską porażkę i główny powód do tego, żeby odwołać zajęcia. Jednak nauczona doświadczeniem wielu zajęć face-to-face, wiem, że to nie jest najlepsze rozwiązanie.

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Bo mocno wierzę w to, że czasem to ta jedna osoba może mieć wpływ na to, co nas otacza.

Bo mocno wierzę w to, że to, co ma wyjść na danych zajęciach, wyjdzie jedynie, gdy jest do tego przestrzeń niezakłócona przez innych. 

Bo wiem, że trening czyni mistrza i im więcej spotkań zrobię, tym lepszym prowadzącym dla was jestem i gdybym z góry zakładała, że moje zajęcia grupowe mają mieć jakieś minimum, z wieloma z Was nigdy bym się nie poznała i wielu z Was nie otrzymałoby ode mnie tego, po co przyszliście.

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Za bardzo lubię pracę z ludźmi i gdyby jedynie argument czy dane zajęcia mi się opłacają, czy nie był najważniejszy, pewnie już dawno bym się zawodowo wypaliła. 

Dlaczego nigdy nie odwołuję zajęć dla 1 osoby?

Bo wierzę, że to Ty ta Jedna Osobo możesz zmienić ten świat i jeśli to ja mam dać Ci kopniaka do ruszenia z miejsca, czuję się zaszczycona, że mnie wybrałaś na to spotkanie <3 

www.pixabay.com

niedziela, 23 czerwca 2019

Zapraszam Was wszystkim pieprzonych psychoterapeutycznych krawaciarzy...

Czasem jest tak, że idziemy gdzieś, choć doskonale wiemy, że dostaniemy w danym miejscu w mordę, ale nawet ta świadomość nas przed tym nie powstrzymuje, bo ten cios w pysk jest nam bardzo potrzebny!

Poszłam w piątek (tak, ten piątek po Bożym Ciele - termin pozostawię bez komentarza!) na tzw. rozmowę kwalifikacyjną przed rozpoczęciem studiów podyplomowych z seksuologii... uczelnia? Ta, na której studiowałam, co by niby jej nie wymieniać, ale jednak mieć pewność, o której mówimy :P

Rozmowa trwała może z 7 minut (bez komentarza zwłaszcza, że w tym czasie mogłam być już w Gdyni!), gadka, szmatka, co robiłam po zakończeniu studiów i pada z ust Pana Dr pytanie (nazwisko chętnie ujawnię, jak mnie o to spytasz w wiadomości prywatnej ;)

- Dlaczego Pani nie zdecydowała się na szkołę psychoterapii?

- Bo spodobała mi się praca trenerska, nauczycielska, coachingowa.

- No tak, bo jest znacznie prostsza.

- Nie zgodzę się, że prostsza, po prostu inna - odpowiedziałam, jakbym to nie była ja, bo ja jak wiecie mam w sobie zero dyplomacji i asertywności i raczej ja jako ja, wstałabym i pierdolnęła drzwiami, a wiecie dlaczego???

www.pixabay.com

Zapraszam Was wszystkim pieprzonych psychoterapeutycznych krawaciarzy siedzących w swoich cieplutkich gabinetach do wyjścia na ulicę jako streeworkerzy - wtedy porozmawiamy, czym jest trudna praca.

Zapraszam Was również na miesiąc pełen przygód do domu dziecka - wtedy lalusie pogadamy, czym jest trudna praca.

Polecam po milion kroć pracę w Ośrodkach Pomocy Społecznej z tzw. klientem OPS-u - wtedy pogadamy, czym jest trudna praca.

A tymczasem zachowajcie swoje napuszone pióreczka dla siebie, bo zaprawdę powiadam, że gówno wiecie na temat pracy z prawdziwymi ludźmi, którzy nie zapłacą Wam 200-300zł za wizytę w cieplutkim gabineciku.

I tym samym przynajmniej wiem, że jedna uczelnia i jeden kierunek mi odpadł, bo dyplomacji starczyło mi na tą rozmowę... na dwa lata studiów raczej nie starczy!

Więc wszechświecie... czego jeszcze i jakiego miejsca nie brałam pod uwagę, a gdzie dostanę wiedzę, lekkość, radość i brak pawiego pióreczka w doktorsko-profesorskiej dupeczce? 

piątek, 14 czerwca 2019

...otrzymywanie dobrobytu i luksusu włącz!

Kiedy zaproszono mnie na degustację wina, przyjmując zaproszenie do świata dobrobytu i luksusu, bo z tym kojarzy mi się ów trunek, zapomniałam, że ja właściwie nie piję alkoholu... no cóż, a że odmówić było głupio, to poszłam.

"Najwyżej wyjdę pijana" pomyślałam, bo raz, że upał. Dwa, że moja głowa nie jest absolutnie przyzwyczajona do jakiejkolwiek ilości alkoholu.

Ani jedno ani drugie nie miało wpływu na moje samopoczucie po, także prawdę mówiąc już przebieram nogami przed następnymi degustacjami, bo co jak co... ale Ci, którzy opowiadają o winie, mówią o nim z taką poezją i finezją, że pomimo iż ja tam nigdy nie czuję tych malin, jeżyn, jabłek i słońca z południowego stoku, to normalnie oczami wyobraźni zaczynam to czuć.

Mnie prawdę mówiąc w winie dużo bardziej przyciąga kolor, gęstość i zapach, niż smak, ale każdy ma swojego bzika!

Natomiast najbardziej chyba podobała mi się energia luksusu i dobrobytu jaka jest wokół wina... nie umiem tego nazwać, ale to jest energia, która na ani sekundę nie pozwoliła mi usiąść zgarbioną i zapomnieć o swojej dumie, ciele i byciu na tu i teraz.

Dlatego z ogromną wdzięcznością wyszłam stamtąd... o własnych nogach :P 

Bo wiem, że są to energie, których absolutnie pragnę w swoim życiu... a smakowo... cóż... najlepsze były sery i oliwa, w której maczało się bagietkę :D 

A wino... też było super, a najbardziej smakowało mi to, które było... najdroższe... cóż... plecy proste, nosek zadarty, pierś do przodu i otrzymywanie dobrobytu i luksusu włącz!

www.pixabay.com