czwartek, 20 lutego 2020

Brawo, zarobiłeś pieniądze! Teraz wiesz, jak to wszystko działa!

Kiedy niszczysz pomysły na biznes, które pojawiają się w głowie Twoich dzieci, sam sobie rzucasz kłody pod nogi.

Podam Ci przykład: dziecię w wieku 3 lat mówi, że będzie robiło... perfumy!

Jaka była reakcja 99% dorosłych dookoła?

Że to porąbany pomysł, że bez sensu i że co to za biznes... jakie to jest szczęście, że ten 1% to byłam JA, bo kiedy JA usłyszałam o tym pomyśle, od razu miałam myśl: "Nareszcie ktoś mi zrobi perfumy, które nie śmierdzą, nie są zbyt ciężkie, toporne i będą zaprojektowane dla mnie i mojej wspaniałości - shut up and take my money!" Klienci VIP za takie usługi będą płacić miliony, bo ja jako klient VIP już ustawiam się w kolejce, bo mam od lat mega problem ze znalezieniem zapachu, który byłby dla mnie, o mnie i podkreślał, a nie zabijał wspaniałości mnie i mojego Ciała.

Z doświadczenia wiem, że dzieci i młodzież mają rewelacyjne pomysły na biznes, wiele się od nich uczę i szczerze mnie inspirują do tego, żeby i mój biznes zyskiwał magię, odrzucając kalkulacje i to dorosłe bezsensowne myślenie.

Poza tym kiedy krytykujesz jakikolwiek pomysł na biznes dziecka swego sprawiasz, że być może będziesz je musiał utrzymywać dłużej niż byś tego chciał. Im szybciej dzieci załapią, jak zarabiać pieniądze, tym lepiej, dlatego jak słyszę, kiedy któreś z moich dzieci w świetlicy zarobiło 20 zł, bo coś tam zrobiło u sąsiada... pieję nad nim z zachwytu i mówię: 

Brawo, zarobiłeś pieniądze! Teraz wiesz, jak to wszystko działa!

www.pixabay.com

Dzieci do pewnego wieku nie mają punktów widzenia na temat pieniędzy i że to coś złego chcieć je zarabiać, mieć czy wydać na coś, co ci się podoba.

To my im wtłaczamy do głów, że pieniądze są brudne, że nie są wcale ważne i w ogóle nie wolno o nich rozmawiać.

Wolno i nawet wolno je zarabiać i mieć z nich absolutną radochę <3

A pomysł na perfumiarski biznes uważam za absolutnie fenomenalny!!!

Dorośli... weźcie wy się zamknijcie czasem, kiedy jesteście w towarzystwie dzieci i zacznijcie dzięki nim likwidować swoje punkty widzenia i ograniczenia, zamiast wkładać je na siłę dzieciom... uwierzcie mi, macie ich więcej niż się wam wydaje... zwłaszcza na temat... biznesów!

Dzieci, młodzież... co jeszcze mi opowiecie o biznesie i jaką inspiracją możecie być dla życia mego??!!

Dorośli... SHUT UP!!! 

wtorek, 18 lutego 2020

Jakby to było CZEKANIE zamienić na WIEDZENIE?

Kiedy zrzucasz na podłogę szklaną klepsydrę wypełnioną niebieskim piaskiem, a ona rozpada się na kilka kawałków... wiesz, że czas na kolejne pytanie...

A że temat czasu, odliczania i wyczekiwania na coś chodzi za mną od kilku dni, to oczywistym było to, że pytania będą następujące:

Na jak wiele rzeczy CZEKASZ? 
Jak wielu decyzji innych wypatrujesz, a gdybyś zaufał temu, 
co wiesz, czekanie nie miałoby znaczenia?

Na co wciąż czekasz, a gdybyś przestał czekać 
i zaczął wiedzieć to, co wtedy byłoby możliwe?

I chyba po raz pierwszy na tym zakończę mój post...

... bo jakby to było CZEKANIE zamienić na... WIEDZENIE?

www.pixabay.com

piątek, 14 lutego 2020

... tylko biorę dane miejsce na kawę i przytulam do serducha...

Kiedy czytam komentarze pod postami, które umieszczam na FB, zaczynam się zastanawiać, jak bardzo one Was konfrontują z tym, czego nie wybieracie.

Moi Drodzy... Moi Mili... to jest wasze życie, wasze wybory, wasze sprawy. 

Jeśli coś wam w nim nie pracuje, nie cieszy, to jest wasz wybór, że tego nie zmieniacie tylko bardzo was proszę nie biadolcie mi, że "ja bym chciał to zmienić, ale obowiązki, odpowiedzialność, dzieci, praca i ksiądz po kolędzie", bo słuchać tego nie sposób... ALE 

... dam WAM świetne rozwiązanie... przestańcie na to narzekać!!!

Skoro wybieracie to, co macie, znaczy się, że jest w tym wiele dobrego, więc narzekanie na to, że jest się nieszczęśliwym, nic wam nie da.

Podam prosty przykład!

www.pixabay.com
Narzekałam w swoim życiu na pracę... myślałam, że powinnam ją zmienić, przebranżowić się, co czyniłam kilka razy, a dziś wciąż robię to samo ALE k**** nie narzekam tylko biorę dane miejsce na kawę i przytulam do serducha, patrzę, co jest w nim dobrego i wartościowego i jak nie znajduję niczego, to je zmieniam... a jak znajduję, to rozkochuję się w nim na nowo (w temacie małżeństwa działa podobnie!). Dlatego mogę 10 lat gadać o profilaktyce uzależnień, tej samej co od lat marihuanie, alkoholu i nadal to uwielbiać ALE nie robię tego częściej niż 6 miesięcy w roku, 2-3 dni w tygodniu i nara... bo bym oszalała.

Mała zmiana częstotliwości sprawiła, że nadal absolutnie uwielbiam prawić kazania, jak żyć, by się nie wpieprzyć w uzależnienie i nigdy nie dać żadnemu psychologowi/psychoterapeucie na sobie zarobić.

Idźmy do związków... nie ma k**** ludzi idealnych i wybijcie sobie z głowy to, że takich znajdziecie więc ALBO bierzecie kogoś z całym pakietem ALBO dodajcie coś do tej relacji, ale na miłość boską przestańcie biadolić, jaka ta druga strona jest nie taka jaka być powinna i wy byście się chętnie rozstali ALE.... nie ma ALE... jak to wybierasz, znajdź w tym plusy, bo się zamęczysz i będziesz jak pokolenie trochę starsze od nas, które tkwi w tej samej pracy, przy tym samy biurku, w tych samych relacjach, bo każdy niesie swój krzyż i Ty też masz swój dźwigać... WAKE UP PEOPLE [obudźcie się ludzie!].

Nie zmieniasz?

Nie narzekaj...

Zmieniasz... zaufaj, że wszystko dookoła Ci kibicuje i nigdy... absolutnie nigdy Cię nie zostawi!

I przestań osądzać się za to, co zrobiłeś, robisz i jeszcze zrobisz i czego... nie zrobiłeś.

Nie Ty pierwszy, nie ostatni wybierasz coś, co po latach okazuje się totalną klapą... uwierz mi Bracie, mam takich wyborów setki!

Nie zmieniasz swojej sytuacji???

To jest naprawdę OK, ale przestań biadolić, jaka to ona jest dla Ciebie niefajna... zamęczysz tym siebie... i innych!

wtorek, 11 lutego 2020

Bo wy jesteście wyjątkowi!

W świetlicy, w której pracuję mamy ferie zimowe, więc pałętamy się z dziećmi od pływalni do lodowiska, od kina do kręgli i innych zajęć, które oferuje miasto.

Pierwszego dnia dzieci, nie znając nazwy zajęć do samego końca, trafiły na "zabawy z angielskim"... wiem, to takie niefajne nie mówić im, na co idą ALE sami rozumiecie... w innym układzie by nie poszły... a co najciekawsze bawiły się zacnie i wyszły naprawdę zadowolone.

Pani prowadząca po 50 minutach zajęć postawiła diagnozę na temat kilkorga z naszych dzieci, że... wybuchają śmiechem (nie żartuję!), dogryzają sobie, a jeden to nie trzyma emocji na wodzy.

Ok, nie twierdzę, że nasze dzieci są Aniołami... nie są... tak jak ich Panie, bo jak ja sobie pomyślę, jaki ja mam monolog, kiedy mnie ktoś lub coś wku***, to jedyne, co różni mnie od moich dzieci to to, że ja tego nie werbalizuję.

Natomiast zaczęłam się zastanawiać, jak wygórowane wymagania mają niektórzy prowadzący w stosunku do dzieci.

Jak to dziś odpowiedziałam im na pytanie: proszę Pani, czemu nas jest tak mało w świetlicy, a w innych są większe grupy?

Bo wy jesteście wyjątkowi!

www.pixabay.com

I czasem dajecie czadu i wyjątkiem jest spokój, którego nam dostarczacie... ale bez jaj wolę te moje czadowe, wyjątkowe, od grzecznych, poukładanych i nudnych dzieci.

Są wyjątkowi i uczą mnie każdego dnia, kiedy jest ten moment, żeby reagować, a kiedy, żeby coś olać.

Mówiąc serio, gdyby chcieć reagować na absolutnie każde przewinienie, nieodpowiednie słowo, odzywkę czy zachowanie naszych dzieci, nie robiłybyśmy nic innego, tylko... reagowały, a ja zwyczajnie czasem lubię z nimi pobyć, pośmiać się i dobrze się bawić.

Idąc z tą refleksją o krok dalej... 

Jak często... ZBYT CZĘSTO jesteśmy reakcją na to, 
co robią dzieci, zamiast zastanowić się, 
czy aby na pewno dane zachowanie 
reakcji wymaga?

Z mojej obserwacji wynika, że są dwie skrajności... jedni nie reagują wcale (patrz: nauczyciele w szkole, bo program i niektórzy rodzice!), a inni... non stop, co sekundę.

No zwariować można od tego zrzędzenia dorosłych, że to źle, tamto źle i pogoda nie taka!

Nasi są mistrzami zarówno w byciu poprawnymi jak i w pomysłach iście szalonych, co prawdę mówiąc szczerze w nich lubię.

Natomiast wkurza mnie, kiedy ktoś o dzieciach (mych!) pisze poematy, będąc z nimi 50 minut i bawiąc się z nimi po angielsku... powtórzę jeszcze raz... Aniołami nie są ALE są naprawdę OK!

Mniej reakcji... mniej zrzędzenia... więcej BYCIA!

sobota, 8 lutego 2020

... poproś o kogoś, kto Ci to dostarczy!

Kiedy nie otrzymałeś czegoś od swoich rodziców, poproś o kogoś, kto Ci to dostarczy!

Kiedy pracuję z dziećmi w świetlicy, które mają rodziców w klimacie "dają 500+, to zabiorę moje dziecię z domu dziecka" zastanawiam się, na ile te dzieci świadomie proszą o fajnych dorosłych i przy okazji... kim/czym mogę dla nich być, żeby dać im to, o co proszą.

Bo w psychoterapii opłakuje się to, czego nie dostało się od rodziców i niektórzy opłakują to prawie całe swoje dorosłe życie, zamiast stwierdzić: "Ok, ci ludzie mi tego nie dali i już nigdy nie dadzą, kto chce mnie tym obdarować?"

Piszę o tym nie bez powodu, bo doświadczam tego będąc po obu stronach... tej, która prosi o kogoś, kto obdaruje mnie tym, czego nie dostałam od Rodziców, bo oni tego nie dostali od swoich ( i to jest ok!) i tej, która obdarowywuje tych, którzy o taką mnie poproszą.

Bo jakby to było wiedzieć, że rozliczanie kogoś 
za coś nic nam nie da i zamiast tego prościej jest... 
poprosić o kogoś, kto nam to sprezentuje? 

I tak wracając do moich dzieci i do tysięcy, które przewinęły się przeze mnie w ciągu ostatnich 10 lat... jakby to było wiedzieć, że część z nich (a może wszystkie!) o mnie poprosiła... taką niby panią wychowawczynię, ale chcącą czasem pobyć... matką? W prawdzie najgorszą na świecie, bo czasem zapominam jak mają na imię, ale widać o ten szczegół nie poprosili Wszechświata :P A ja zawsze chętnie w tą rolę wejdę, bo ucząc dorosłych też często czuję się jak... matka... więc... 

Jakby to było wiedzieć, że możemy o siebie... 
poprosić i skoro na to wcielenie wybraliśmy rodziców nieciekawych 
(klimat OPS, alkohol i inne), to możemy poprosić 
o ciekawych, mądrych i ważnych dorosłych? 

Ja tym się właśnie staję dla każdego młodego człowieka powyżej 9 r.ż., którego spotkam... i dla każdego dorosłego, który wymaga odrobiny wychowania... a za prawdę wam powiadam z dziećmi idzie prościej niż z dorosłymi, którzy dorośli są jedynie, bo ktoś im kiedyś wręczył dowód!

Gdyby spojrzeć na sprawy od tej strony, nagle patchworkowe rodziny stają się... magiczne... adopcja staje się... magiczna... dom dziecka ma ogromne szanse być... magiczny, bo już nie skupiasz się na tych, którzy zawalili, ale na tych, którzy chętnie obdarują dziecko tym, czego w domu już nigdy nie dostaną.


www.pixabay.com

Ale ja to dziwna jestem... ja zawsze widziałam magię tam, gdzie wszyscy widzą cierpienie i problemy...



Nie otrzymałeś czegoś w domu rodzinnym?
Poproś o ukazanie się kogoś, kto Ci to da (nawet na 5 minut!)?

czwartek, 6 lutego 2020

"... bo na niektóre osoby warto poczekać!"

Siedzę w jednej z krakowskich kawiarni i czekam na znajomą, z którą widuję się dosyć często jak na mieszkanie w dwóch różnych miastach... choć wciąż za rzadko, żeby się wystarczająco nagadać.

M. spóźnia się i ku mojemu zaskoczeniu pierwsza myśl, jaką mam w głowie jest następująca: "... bo na niektóre osoby warto poczekać!".

A że ja raczej należę do tych, którzy spóźnialskich nie lubią, to powyższe zdanie zahuczało mi dość mocno i obiło się po czaszce razy sto.

"... bo na niektóre osoby warto poczekać!"

To dla mnie jak wyznanie absolutnego cenienia relacji, którą z kimś tworzę.

                           "... bo na niektóre osoby warto poczekać!"

To jak szczere wyznanie pięciolatki: "Wiesz co? Lubię Cię!"

"... bo na niektóre osoby warto poczekać!"

To nic innego jak pokazanie samej sobie, kto w moim życiu jest ważny, z kim spotkanie jest warte przejechania setek kilometrów i oczekiwania, które nie denerwuje, ale koi... które nie sprawia, że zerka się nerwowo na zegarek, ale daje wiedzenie, że ta osoba przecież i tak się zaraz zjawi.

"... bo na niektóre osoby warto poczekać!"

Stanie się dla mnie zdaniem kluczowym... bo ja szczerze nie lubię czekać, ALE kiedy czekam na CIEBIE... kogoś dla mnie naprawdę ważnego, mogę czekać, ile trzeba, bo i tak wiem, że się zaraz zjawisz.

www.pixabay.com

środa, 5 lutego 2020

Bo mi jest k**** szkoda czasu!!!

Kiedy ktoś nagle zadaje mi pytanie: jak dużo czasu minęło od sytuacji XYZ? 

W mojej głowie pojawia się odpowiedź: 7 lat... a potem dociera do mnie, że przecież dziś jest czwartek... wtedy był... czwartek, więc według kalendarza minęło 7... DNI.

Min tych, którzy mnie o to zapytali, długo nie zapomnę, bo dopiero wtedy dotarło do mnie, że ja naprawdę żyję szybciej niż inni i biorę się do roboty szybciej niż Ci, których znam.

A wiecie czemu to robię?

Bo mi jest k**** szkoda czasu!!!

Kiedy w mojej przestrzeni ukazuje się temat... natychmiast zaczynam z nim pracę... przyglądamy się sobie... zadajemy pytania... i temat z łebka.

Naprawdę macie taką radochę z mielenia każdego tematu dłużej niż tydzień?

Bo mi się już prawdę mówiąc nie chce i to, że zmiany we mnie są tak szybkie jest tylko i wyłącznie kwestią tego, że praca ze sobą stała się dla mnie czymś tak naturalnym i kochanym, że robienie do niej przygotowań, nie ma sensu. 

Gdzie jeszcze marnujesz czas na przygotowania, 
zamiast od razu stanąć oko w oko z tym, co do Ciebie przychodzi?

www.pixabay.com

Dla mnie rozwój nie polega na biadoleniu i mówieniu tygodniami/latami o jakimś temacie, ale uczciwym pracowaniu z nimi tak, żeby nie trzeba było do nich wracać...  a jeśli tak się zdarzy, że odpalą się ponownie... to u licha zadaj do tego odpowiednie pytania i bardzo proszę, żeby jedno z nich brzmiało: 

Czego jeszcze nie otrzymałem 
czego nie uhonorowałem w sobie przy okazji sytuacji XYZ?

I na miłość Boską... jak chcesz odejść z pracy, to to zrób, a nie dwa lata podejmujesz decyzję... jak Ci związek Twój nie pracuje, to napijcie się kawy i albo wprowadźcie coś do niego ALBO podziękujcie sobie czule za te lata spędzone ze sobą i przestańcie mi biadolić miesiącami i latami o tym samym, bo wtedy wyciągam swój cennik, staję się Panią Od Słuchania... bo słuchać za darmo tego mielenia nie sposób... 

Ogarnijcie się i weźcie do roboty!

Przytulam, głaszczę po głowie i daję mocnego kopa w d...
N.

P.S. Jesteście zbyt cudni, a wasze życia zbyt wartościowe, żebyście marnowali czas na ciągłe przygotowania... mielenie... i przepracowywanie siebie. Uwierzcie mi... ta praca może być dużo lżejsza, prostsza, milsza i przede wszystkim szybsza. 

-----------------------------

A jeśli chcesz poznać narzędzia, które przyspieszą pracę, zapraszam na Klasę BARS®

To nie ja muszę przytulać moją wewnętrzną nastolatkę, ale Ona mnie...

Kiedy wróciła do mnie przeszłość i Młoda osoba, którą byłam 20 lat temu, wpadłam w popłoch i ciąg myśli w stylu: teraz to muszę coś przepracować, utulić ją... bla bla bla.

Za długo już pracuję metodą pytań i za długo już znam siebie, żeby uwierzyć w to, że niepoprawność i to poczucie: teraz temat jest gruby - trzeba przepracować jest jedyną i słuszną ścieżką pracy z samym sobą oraz klientami.

Więc przytulam temat, patrzę prosto w oczy tej, którą byłam 20 lat temu, zadaję odpowiednie pytania i nagle dostępuję olśnienia, bo przypominam sobie, kim była ta Młoda Dama...

A była niezwykle odważna, potrafiła postawić się nauczycielowi (dziś stwierdzam, że zawsze miała rację!), nie bała się samotności i tego poczucia niepasowania do rówieśników, ZAWSZE stała przy sobie, a jak trzeba było, potrafiła poprosić o pomoc.

I mając taki opis przed swoimi oczami natychmiast odwróciłam wektor pracy...

NIE, to nie ja Ją muszę przytulić i ukochać, ALE Ona mnie... tą dorosłą, która czasem się boi, wątpi i która czasem wybierze pasowanie do innych zamiast stania przy sobie.

Skąd u licha to durne założenie, że my mamy tulić nasze wewnętrzne dzieci/młodzież... a nie One mają tulić nas?

Skąd u licha założenie, że to my mamy coś dać sobie z przeszłości, a nie odwrotnie?

Kiedy stwierdziłam, że to JA potrzebuję przytulenia od tej, którą byłam przed dwudziestu laty... to ja JĄ powinnam uhonorować i jej podziękować, a nie ona mnie... pociekły mi łzy i zobaczyłam, jak mocno dałam sobie wmówić, że ta sprzed 20 lat potrzebuje tej z dzisiaj... CO ZA BZDURY!!!??? Jest dokładnie odwrotnie... 

www.pixabay.com
Wiecie od kogo najwięcej nauczyłam się życia? 

Bycia sobą? 

Bycia na tu i teraz?

OD NASTOLATKÓW i DZIECI.... dorośli tego mają tak niewiele, że nie są warci w tych kwestiach uwagi... ale dzieci i młodzi, których poznałam przez ostatnie 10 lat i którymi byłam ja sama, mają tego tony.

To nie ja muszę przytulać moją wewnętrzną nastolatkę, ale Ona mnie... dzięki Skarbie za to, kim byłaś, bo gdyby nie Ty, nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem i tym, kim dzisiaj jestem.

To TY jesteś Królowa... a ja dorosła musiałam ją odkryć w sobie na nowo...

DZIĘKUJĘ <3 

czwartek, 30 stycznia 2020

Proszę i doskonale wiem, co chcę otrzymać...

- XYZ, chodź proszę do mnie. Weź te 2 obrane ziemniaki 
i zrób z nich frytki. 
- Dlaczego?
- Bo Cię o to proszę.

Jest to częsta wymiana zdań, jakie mam z dziećmi w świetlicy... oczywiście wiadomo... nie zawsze chodzi o ziemniaki czasem o brudny stół czy kubek, który powinien być w zmywarce. 

Wczoraj zaczęłam się zastanawiać, jak ja to robię, że dzieci ZAWSZE, ale to absolutnie zawsze wykonują to, o co je poproszę i wreszcie dotarło do mnie, że ja ani nie używam do tego krzyku, ani agresji, ani strachu, ale zwyczajnie... energii nieznoszącej sprzeciwu. 

www.pixabay.com
Proszę i doskonale wiem, co chcę otrzymać i za specjalnie nie zostawiam pola do negocjacji, a dzieci... wbrew pozorom naprawdę to czują i wiedzą, że choćbym miała je prosić o to setki razy, to słuchanie tego trucia jest gorsze niż sięgnięcie po gąbkę i wytarcie rozlanego soku.

Zdradzę Wam jeszcze drugi sekret nienegocjowalnych tematów z dziećmi... w ich przypadku używam dużo częściej słowa "proszę i dziękuję!", bo w sumie jak się dziecko uprze, to może rozpocząć ze mną negocjacje, choć i tak wie, że nie wygra, bo ja metodę zdartej płyty mam w małym paluszku i kiedy tego nie robi, na serio jestem wdzięczna... poza tym to takie dwa ładne słowa, które sprawiają, że negocjacji właściwie się odechciewa.

Czy ja z dziećmi walczę?

NIE

Czy je zmuszam do czegoś?

NIE

Czy je straszę?

Czasem sięgam po argument związany z konsekwencjami, ale rzadko. Z reguły dzieci naprawdę robią to, o co się je poprosi... wystarczy poprosić i być gotowym to otrzymać... i czasem powtórzyć to 20 razy na tej samej nudnej energii, bo nawet dla dorosłego byłoby to trudne do słuchania, gdyby mu ktoś nad uchem co kilka minut przypominał: iksiński, wytrzyj stół! Do tego dochodzi świadomość, że nie możesz tym drugiej strony manipulować, bo ona zwyczajnie ani odrobinę się na to... nie wkurza... i tylko klepie swoje. Nudne powtarzanie swojego, zero złości = efekt gwarantowany!

Ten, kto wymyślił zdartą płytę, powinien dostać NOBLA! 

I tak krok po kroku przedstawiłam Wam metodę "proście, a będzie Wam dane" w relacji z dziećmi i młodzieżą.

Proś i bądź gotowy to otrzymać... i podziękuj, bo co Ci szkodzi... słowo dziękuję to chyba jedno z piękniejszych słów, jakie znam i najrzadziej używane w kontaktach z młodymi, jakie słyszę... a szkoda, bo oni jak chcą, potrafią nam dopiec i jak tego nie robią... warto im za to podziękować ;) 

poniedziałek, 27 stycznia 2020

... więcej BYĆ... mniej ROBIĆ...

Zdarzyło mi się dwa, a może trzy razy usłyszeć w pracy wychowawczej, że za mało z dziećmi...ROBIĘ!

I jakby chcieć dosolić mojej osobie, można by dodać, że... za dużo z nimi siedzę.

Ok... wyjaśnijmy sobie jedno... w szkole z dziećmi coś... ROBIĄ, na zajęciach pozalekcyjnych... ROBIĄ... w domu... ROBIĄ... a kto u licha z nimi po prostu jest?

Jakby to było wiedzieć, że współczesne dzieci i młodzież potrzebują naszego BYCIA... rozmowy, przekomarzania się, pytań "jak Ci minął dzień?" i jeszcze raz BYCIA, rozmowy, przekomarzania się i pytań "jak Ci minął dzień?"...

Wiecie, które momenty najbardziej lubię w byciu z dziećmi?

- siedzenie w kuchni, krojenie i robienie spaghetti pomimo, że sama nie cierpię gotowania... ALE z dziećmi to co innego!

- wspólny posiłek pełen rozmów, ich opowieści i śmiechu

- pozwalanie im na ich aktywności bez potrzeby wpieprzania się w każdą z nich... dlaczego JA - dorosły mam robić wszystko, na co ma ochotę dziecko? Mi się już nie chce grać w chowanego... ale w żółwie... godzinami mogę pykać ;) Poza tym uczestniczenie we wszystkim, co dziecko proponuje uczy go, że jesteś na każde  jego pstryknięcie i czy Ci się dana aktywność podoba czy nie, masz w niej uczestniczyć... jesteś pewien, że chcesz, aby Twoje dziecko nauczyło się tego na przyszłość i też tak reagowało na wszystko, co mu koledzy zaproponują? 

BYCIE.... kocham BYCIE, bo robienia z nimi mam powyżej dziurek w nosie i oni też tego nie trawią.

Jakby to było wiedzieć, że w energii BYCIA zapraszasz dziecko w takie przestrzenie, w jakie nigdy nie wejdziesz z nimi skupiając się na ROBIENIU?

Jakby to było wiedzieć, że rodzicielstwo to bycie przestrzenią... która nie wyklucza pokazywania dzieciom, jak funkcjonuje ten świat i że naczynia myje się z obu stron? ;) 

Jakby to było po prostu BYĆ, zamiast ROBIĆ i nie mieć poczucia winy, że tracimy z nimi czas, a oni niczego się nie uczą i nie rozwijają... myśmy mieli jedynie SKS-y i jakoś żyjemy... 

www.pixabay.com

... więcej BYĆ... mniej ROBIĆ...

... więcej ROZMAWIAĆ i słuchać... mniej truć i pouczać...

... więcej uczyć świata (i obsługi mopa!)... mniej robić wszystko za nich...

... i BYĆ... BYĆ... jeszcze raz BYĆ... zamiast myślami uciekać od obiadu... krojonej cebuli i rozmów... 

Z dzieckiem... z ludźmi... BYĆ!

BYĆ na 100%...

-------------------------

Jakby to było być zamiast robić? - fragment z zajęć.

sobota, 25 stycznia 2020

UWAGA... zdradzę WAM KLUCZ do serca mego...

Od wielu lat słyszę od ludzi, że za mną nie sposób nadążyć, a tempo mojego życia, zmian jest takie, że nic tylko usiąść, płakać, bo nigdy nie wiadomo, gdzie K. będzie za dwa dni i co się w niej w tym czasie zmieniło.

UWAGA... zdradzę WAM KLUCZ do serca mego i do każdej jakiej-kurna-kolwiek relacji ze mną.

NIGDY absolutnie PRZENIGDY nie próbuj za mną nadążyć!

www.pixabay.com

Po pierwsze... nie dasz rady i to nie jest wyniosłość z mojej strony czy narcyzm, ale świadomość tego, jak naprawdę wygląda tempo tego, jak żyję i kim jestem.

Po drugie... gdzie u licha jest napisane, że jak chcesz z kimś coś tworzyć, masz mu towarzyszyć w każdym centymetrze jego podróży? Będę szczera, nawet tego nie próbuj, bo część podróży muszę odbyć sama, a Ty możesz mnie jedynie z niej odebrać... i zostaw mi proszę przestrzeń dla mnie w podróży do wnętrza siebie - bez mapy i mojej dłoni zgubisz się we mnie i zginiesz ;) 

Po trzecie... Ty masz swoją podróż, ja swoją... jakby to było sobie w nich nie przeszkadzać, a jedynie kibicować i bić brawo?

Po czwarte... nie próbuj za mną nadążyć, bo wystarczy, że ja sama ledwo daję sobie z tym radę. Od Ciebie oczekuję jedynie łyka wody na zakręcie, wiernego kibicowania i zejścia mi z drogi, kiedy tempo podróży zwiększa się i zaskakuje nawet mnie samą.

Czy moja podróż będzie szybsza?

Niestety... jednym z moich najukochańszych pytań jest: 

Jak może być jeszcze szybciej?

Także... TAK... to dopiero początek... ja się dopiero rozkręcam, więc zejdź mi proszę z drogi i daj mi mknąć, gdzie mnie nogi poniosą, a ja Ci zagwarantuję takie pocztówki z podróży, jakich nikt nigdy Ci nie wysłał <3

Nie próbuj za mną nadążyć... po prostu BĄDŹ!

I przede wszystkim nie porównuj się do mnie, twórz swoją podróż, w swoim tempie taką, jaką zawsze chciałeś mieć, bo kto powiedział, że moje tempo jest tym, co uszczęśliwi każdego? 

A ja stanę na zakręcie, podam Ci łyk wody, wiernie Ci będę kibicować i zejdę z drogi, gdy zaczniesz mknąć ile sił w nogach <3 

----------------------------

Kogo spowalniasz... kto spowalnia Ciebie?  - fragment z zajęć.

piątek, 24 stycznia 2020

... a zamiast nich zaprosiłam... przestrzeń OK!

W momencie, w którym odkryłam, że dwie dorosłe, starsze ode mnie osoby, które wydawały się nawet całkiem świadome, zapragnęły użyć mnie jako pionka w swojej grze relacji z ludźmi, których na oczy nie widziałam, miałam niezłą zagwozdkę, co z tym począć.

Najpierw powiedzmy,... że było mi przykro,... co trwało jakieś 5 minut... 
... potem się wściekłam... kolejne 5... 
... potem przyszło... zdziwienie, 
... a następnie przypomniałam sobie, że jedno z narzędzi, jakie proponuje Access Consciousness brzmi: "to jest interesujący punkt widzenia"... i tak też to sobie powtarzałam... że to jest ok, co ludzie wybierają, że to jest ok, że ja nie zauważyłam tego w 1 sekundzie, ale trochę później i że w ogóle jesteśmy OK!

Bo zawsze mogę wejść w osąd innych - uwierz mi, jestem w tym świetna!

Bo zawsze mogę wejść w osąd siebie - w tym z kolei jestem Mistrzynią, ale co u licha nam to da???

Ludzie z reguły na osąd reagują... osądem!

I mamy z tego kolację podczas, której każdy talerz, szklanka i półmisek wypełnione są krytyką... no weź to zjedz i się nie zadław!

Tym razem postanowiłam skorzystać z mądrości wieku mego (Chrystusowy... nie byle jaki!) i wybrać coś innego... złości, smutkowi i zaskoczeniu podziękowałam, choć nie powiem, mili z nich towarzysze, a zamiast nich zaprosiłam... przestrzeń OK!

Przestrzeń OK, gdzie wszystko jest tylko interesującym punktem widzenia i niczym poza tym. Nikt nie jest w błędzie, nikt nie ma racji, wszyscy jesteśmy OK.

www.pixabay.com

Intencja zranienia?

Interesujący punkt widzenia.

Potrzeba dosolenia?

Interesujący punkt widzenia.

Gra ludźmi by dostąpić zbawienia?

Interesujący punkt widzenia.

Jesteśmy OK nawet jak wybieramy... interesujące punkty widzenia <3  

Z boku wygląda to jak szybkie wybaczanie innym z nutą naiwności... ale powiem Wam szczerze, że trawienie uraz, złości i pretensji przez lata... to jest kurna dopiero... interesujący punkt widzenia.

Bo jakby to było wiedzieć, że to nie jest kwestia wybaczenia komuś, ale nie ocenienia jego i siebie, by zaprosić przestrzeń... interesującego punktu widzenia!

Żeby była jasność... jeszcze to ćwiczę... jeszcze nadal lubię złość, smutek i łez kilka... ALE jestem na dobrej drodze do czegoś, co cholera wie, co mi wykreuje, ALE czy to jest teraz ważne?

Nie, bo to też jest tylko... interesującym punkt widzenia!

czwartek, 23 stycznia 2020

... do dnia dzisiejszego ze łzami w oczach mówię: "TAK, jestem gotowa..."

Kiedy pracuję z ludźmi często nadziwić się nie mogę jak proste rzeczy w ich głowach stają się skomplikowane, a wybory, które są po prostu wyborami urastają do rangi wyborów w stylu "oddech czy śmierć".

Przyznaję, że zapominam w tym wszystkim o jednym, że ja w energii wyboru, który jest TYLKO wyborem żyję od ponad 8 lat, a w międzyczasie straciłam prawie wszystkich znajomych (zyskując nowych!), uczucie samotności oswoiłam mając naście lat, bo już wtedy wiedziałam, że nie pasuję do moich rówieśników i pasować nie mam zamiaru, co jest teraz mechanizmem, na który muszę uważać, bo efekt "Zosi samosi" nie zawsze kreuje więcej... i z tym wszystkim słucham WAS nie mając świadomości, że moja droga wyboru trwa dużo dłużej od Waszej.

Jedna część mnie ma ochotę wstawać, skakać i krzyczeć: "Wybierz, weź wybierz cokolwiek i przestań stać na autostradzie życia, bo Cię zaraz coś na niej rozjedzie!", a druga część wie doskonale przed czym stoicie.

Jedno z najtrudniejszych pytań, które zadano mi podczas pierwszej klasy BARS, której byłam uczestnikiem brzmiało:

Czy jesteś gotowa stracić wszystko i wszystkich, 
by zyskać wszystko i wszystkich?

Ja lubię to pytanie w wersji:

Czy jesteś gotowa stracić wszystko i wszystkich, 
by zyskać siebie?

Nie będę Wam ściemniała... do dnia dzisiejszego ze łzami w oczach mówię: "TAK, jestem gotowa ponownie utracić wszystko i wszystkich"... i wyjść z mechanizmu przywiązywania się do kogokolwiek i czegokolwiek, by żyć i tworzyć takie życie, za które siedząc jako starsza pani pod śliwką węgierką będę sobie cholernie wdzięczna.

Ale doskonale rozumiem, kiedy wy nie wybieracie... kiedy stoicie na rozstaju dróg z ryzykiem, że was coś zaraz rozjedzie, kiedy wolicie wybrać śmierć i wegetację, niż wybrać życie i siebie.

Rozumiem to doskonale i chylę czoła sama przed sobą, że pomimo lat wyboru czegoś innego i utraty setek... setek ludzi dookoła mnie wciąż mam siebie <3 

www.pixabay.com

I za to jestem sobie wdzięczna... i pamiętaj Czytelniku, nawet jak kiedyś zaryzykujesz wybór siebie i stracisz wszystkich, absolutnie wszystkich... w lustrze masz kogoś, kogo jeśli tylko o to poprosisz, nigdy Cię nie zostawi... i masz mnie - napisz do mnie, zadzwoń, otrę Twoje łzy, bo naprawdę wiem, z czym się mierzysz...

Wybór siebie wymaga odwagi, a tego nas nigdzie nie nauczono... i doskonale wiem, jak czasem bywa trudny!

Serdeczności
N.  

------------------------------

czwartek, 16 stycznia 2020

Ty wychowujesz dwójkę, my przytulamy do serca setki rocznie.

Kiedy rozmawiasz z dzieckiem, które ma 11-12 lat i ono opowiada mrożącą krew w żyłach historię wycieczki do Piaseczna, która skończyła się po północy na komisariacie i nagle słyszysz komentarz:

- Mama? Po co miałaby mnie od razu odebrać?! Siedziałam tam dwie godziny - i widzisz minę dziecka, które mówi o tym jak o czymś, z czym się styka na co dzień, zastanawiasz się, ilu ludzi byłoby gotowych słuchać takich komentarzy dzieci kilka razy w tygodniu...

Dlaczego o tym piszę...

www.pixabay.com

Uwielbiam te kąśliwe tekściki Matek, które uważają, że skoro wychowują dwójkę, trójkę dzieci, to już wszystko o dzieciach wiedzą i my jedynie z nimi pracujący, a dzieci nie posiadający, o dzieciach nie wiemy NIC.

Jesteś pewna, że dałabyś radę z setkami takich historii przez 10, 20, 30 lat swojego życia?

Jesteś pewna, że wiedziałabyś jak zareagować, jak wesprzeć dziecko, jednocześnie nie umacniając w nim roli ofiary?

Jesteś pewna, że znając (albo i nie!) klucz do dwójki dzieci, które wychowujesz, znasz klucze do pozostałych milionów?

Mogę Ci gwarantować, że nie znasz!

Porozmawiaj czasem z wychowawcami domów dziecka... świetlic środowiskowych... czy zwykłych podstawówek i spytaj, jakich historii my wszyscy słuchamy na co dzień i dopiero wtedy zastanów się nad tym, czy aby posiadanie dzieci = znanie się na nich.

Ty wychowujesz dwójkę, my przytulamy do serca setki rocznie.

Ty masz klucz do dwójki, my musimy znaleźć klucz do każdego dziecka, które spotkamy z ich historiami, alkoholowymi rodzicami lub rodzicami, których wiecznie nie ma w domu.

Twoje dzieci raczej nie widują Ciebie pijanej, obrzyganej czy niebezpiecznej z łapami skierowanymi w ich buzie... nasze dzieci takie widoki miewają raz na jakiś czas. 

Tak, my wychowawcy, nauczyciele, pedagodzy bezdzietni nie mamy prawa wypowiadać się na temat dzieci, bo ich... nie mamy!

A może dzięki temu, że ich nie mamy, mamy tyle serducha dla tych, z którymi pracujemy na co dzień <3 

A może gdybyście Wy-Rodzice wyszli na chwilę poza przekonanie, że posiadanie = ogromna wiedza, moglibyście się czegoś od nas... nauczyć tak, jak my uczymy się od Was o Waszych dzieciach.

Kłócić się nie będę, na dzieciach do 6 r.ż. się nie znam... może ze 3 razy miałam w przedszkolu warsztaty... traumę mam do dziś ;) ALE o nastolatkach wiem bardzo dużo... i czuję ich każdym centymetrem siebie...

TAK, ZNAM SIĘ NA NICH JAK MAŁO KTO i wielu moich rewelacyjnych kolegów i koleżanek również (tak, 2/3 środowiska nauczycieli jest do kasacji, ALE nie kasujcie NAS-perełek!)... 

...więc...

... to tylko Twój wybór, czy zechcesz posłuchać tego, co mam Ci do powiedzenia na temat wspaniałości, dziecka, które masz i tego kim i czym ONO naprawdę jest... ale nie zapomnijmy o granicach, zasadach i obowiązkach... bo wielu z was za dzieci robi wszystko, a potem my w świetlicy musimy je uczyć jak się włącza... odkurzacz i obiera ziemniaki ;)

wtorek, 14 stycznia 2020

... tabelka dolegliwości i chorób ekspresu mego.

Mój cudowny ekspres do kawy ma pewien ciekawy mechanizm. 

Jak mu cokolwiek nie pasuje, nie ma opcji, żeby się włączył LUB zrobił ciepłą kawę.

Przyszedł dzień, kiedy stwierdził, że kawa to ma być zimna i że w ogóle o co mi chodzi.

Ok, wdech... wydech... gdzie u licha schowałam instrukcję?!

Instrukcja, część po polsku, magiczna tabelka dolegliwości i chorób ekspresu mego.

Czytam.... jak robi zimną kawę, powodów będzie 5 - trzy wykluczyłam od razu, pozostały dwa.

Wyczyść sitko i użyj odkamieniacza!

Grzecznie wykonałam obie czynności - ze zdziwieniem zobaczyłam z jak wysokim ciśnieniem dysza do spieniania mleka może odprowadzać parę wodną i w całym tym zachwycie sprzętem mym, powstało pytanie:

Co jeszcze w moim życiu wymaga wyczyszczenia 
(dziurka po dziurce) i odkamienienia (obwód po obwodzie), 
co da mi więcej jasności, klarowności, pokoju i spokoju? 

www.pixabay.com

Na drugi dzień w obroty wzięłam odkurzacz, mopa i ogarnęłam przestrzeń, by widzieć więcej, czuć mocniej i móc jeść z podłogi ;)

Wdech... wydech... a co w Twoim życiu wymaga porządków? Co trzeba przeczyścić kabelek po kabelku? Otwór po otworze? 

A gdyby porządkami zrobić sobie... przestrzeń, 
co wtedy mógłbyś zobaczyć?

-----------------------------------

Fragment z Klasy BARS:

niedziela, 5 stycznia 2020

Chaosie, czas się zaprzyjaźnić!

Jak już wspominałam w poprzednim poście, ten rok będzie petardyczno-dynamiczno-odjechany. 

Dziś miałam Klasę BARS i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że pierwszy raz w życiu wstałam na nią 20 minut przed rozpoczęciem... nie żartuję!

Niby budzik grzecznie zadzwonił, ja grzecznie paluszkiem dałam mu do zrozumienia, że jeszcze 10 minut, a potem otwieram oczy i widzę 8:40...

Filozoficznych myśli w mej głowie przedstawiać nie muszę... wiadomo, 3 zdania przekleństw, bo wiedziałam, że mam jakieś 7 minut, żeby umyć zęby, ubrać się, zgarnąć 3 sukienki z kaloryferów, rozczesać dłuuuugie włosy (stanowczo za długie!), zrobić warkocz i otworzyć drzwi pierwszej uczestniczce.

Powiem Wam, nie wiem, co my wyrabiamy w tych łazienkach rano, ale to się na serio da ogarnąć w 7 minut ;)

Śniadanie zjadłam tłumacząc jak się robi punkty BARS i miałam myśl, że stara wersja mnie spaliłaby się ze wstydu, schowała pod łóżko i odwołała zajęcia.

Nowa wersja jedynie zadała pytanie:

Z jak wielu gaf, wpadek i niedociągnięć robimy temat na połowę życia? 
Jak wielu z nich wstydzimy się i osądzamy się za nie, 
chociaż tak naprawdę... nic się nie stało?

Bo na serio nie stało się nic... najpierw wychodziłam z szoku ok 20 minut zajęć, potem poprowadziłam je całkiem normalnie, aż na końcu stwierdziłam, że ja dziś żegnam mojego wewnętrznego perfekcjonistę i mówię mu: "Stary, drzwi do wagonu masz po prawej stronie!"

Poszedł i nie wróci, a ja jutro na wszelki wypadek nastawię ze trzy zegarki i młotek, co by mieć pewność, że wstanę na czas ;) 

www.pixabay.com

Tak, to będzie rok... ciekawy, szalony i pełen zwrotów akcji.

Chaosie, czas się zaprzyjaźnić!

Wszechświecie, nie wiem, co Ty mi tam szykujesz, ale wchodzę w to! 

Ufam Ci Dziadzie bezgranicznie <3