środa, 29 czerwca 2016

"You've made my day"

7:35 rano...

Przebrana w krótkie szorty i top wpadam do kuchni, żeby odznaczyć się, że jestem już w pracy i widzę, jak jeden z naszych hinduskich kelnerów (O Bogowie wybaczcie, nie pamiętam jego imienia!) macha do mnie ręką, żebym poszła za nim.

Szybka gonitwa myśli: " on, ja i pusta sala restauracyjna" nie zachęcały, ale ciekawość pchała do przodu, a on ciągnie mnie pod samo okno i mówi podekscytowany: "Look!" [Spójrz!] pokazując mi najpiękniejszą i największą tęczę jaką widziałam w Irlandii!!!!

A jak już miałam wracać do SPA, bo byłam przed zajęciami jogi, to usłyszałam: "Make a wish!" [pomyśl życzenie!]

Oczywiście, że pomyślałam!

Długo rozmyślałam o całej tej sytuacji i doszłam do wniosku, że to była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek jakikolwiek mężczyzna mi pokazał... 

"You've made my day" powiedziałam mu po zajęciach. 

"Musisz mi wysłać to zdjęcie, które zrobiłeś"....

A że nie miałby jak tego zrobić, to dostał dziś na karteczce mój adres e-mail, numer irlandzki... i numer polski, bo na niego mam Whatsappa a poza tym wiem, że on często do Polski wpada! Może mu się przydać ;-) 

I chyba spośród tych wszystkich palaczy (90% pracowników pali!), on wydaje się najbardziej niepozorny... tak jakby tutaj nie pasował... z papierochem w każdym razie go nie widziałam!

W sumie jak patrzę na moje dziewczyny ze SPA, które godzinę szykują się na wyjście do pubu, bluzki z dekoltem do pępka, średni wiek 22... to ja też tutaj... nie pasuje!

Ale w ramach przystanku... mogę oglądać wszystkie najpiękniejsze tęczę świata i dać się im prowadzić tam, gdzie będzie mi dobrze, ciepło i po mojemu!

Bo czasem, żeby dojść do miejsca, o którym się bardzo marzy, najpierw trzeba odwiedzić kilka innych miejsc...

To jak z chodzeniem po górach... nikt nie zaczyna przygody z górami od K2!

Irlandio, jesteś najpiękniejszym przystankiem, jaki mogłam sobie wybrać!

Dziękuję!

wtorek, 28 czerwca 2016

... bo takiego podrywu przeoczyć nie można...

Stoję sobie w recepcji naszego SPA, a tam przed ladą biega chłopczyk.

Wychodzę do niego, uśmiecham się,  a on do mnie: "Hello!"... był za młody, żeby pamiętać, że jeszcze powinien mnie spytać z automatu "how are you?" [tutaj wnikliwe oko Czytelnika powinno doszukać się... ironii!]

Więc odpowiadam mu z uśmiechem: "Hello!", a on zawija się na pięcie, biegnie w moją stronę i przytula się do moich nóg, bo wyżej nie dało rady... sięgał mi do bioder...

Już mu chciałam odpowiedzieć po polsku: "ojej, też cię kocham", ale szybko ugryzłam się w język i powiedziałam: "It is so nice. I like you too!" [To takie miłe. Ja też cię lubię!]

Bo to naprawdę było... miłe.... w sumie dał mi to, czego tak bardzo potrzebowałam...

Dziękuję Ci chłopczyku!

A opowiadałam wam o tym, jak dostałam w prezencie dwa kamyki???

Siedzę sobie na ławce, a do barierki podchodzi chłopiec. Przy barierkach mamy taki ciąg usypany małymi kamieniami... no cud malina dla małych dzieci. Wszystkie tam podchodzą, wszystkie biorą kamyki do rączek i albo rzucają nimi o szybę albo przerzucają je nad nią, a one wtedy spadają w dół centralnie na czyjąś głowę - pomysł iście szatański!

Ale ja nie o tym...

Siedzę na ławce, rozmawiam z mamą przez telefon i widzę, jak do kamieni zbliża się chłopiec.

Młody bierze dwa kamyki, zerka na mnie... ja tradycyjnie uśmiech numer sześć i pół (taki specjalny, zarezerwowany tylko dla dzieci... i psów!), słyszę uszami duszy gotowość taty do tego, żeby mu powiedzieć: "zostaw te kamienie", ale szybkość młodego przewyższa szybkość ojca i co młody robi?

Podchodzi do mnie, wyciąga rączkę i podaje mi pierwszy kamyk, więc przerywam rozmowę z mamą, bo takiego podrywu przeoczyć nie można i dziękuję mu za ten prezent, a on nie zastanawia się i po sekundzie wręcza mi drugi kamyczek... i tak noszę te kamyki w plecaku i tak się zastanawiam, w czyje ręce pójdą dalej...

Także ten... irlandzkie dzieci mnie chyba lubią... ja też bardzo je lubię, bo zauważyłam, że im młodsze dziecko, tym jego angielski jest mniej bełkotliwy!

Serio!

Irlandzkie dzieci mają brytyjski akcent... ale potem idą do szkoły i zaczyna się jeden, wielki bełkot!

A ja potem stoję w recepcji naszego SPA i ledwo rozumiem, co oni do mnie mówią... 

A telefonów to ja nawet nie próbuję odbierać!

Po polsku nie znosiłam załatwiania czegokolwiek przez słuchawkę, a co dopiero we wciąż dla mnie obcym języku angielskim, za którym szczere nie przepadam, ale o tym... innym razem!



poniedziałek, 27 czerwca 2016

Do kosza!

Ostatnio mam fazę, że głównie zajmuję się kasowaniem tego, co napisałam kilka dni albo tygodni temu.

Dlaczego?

Powodów jest kilka...

Przede wszystkim usuwam posty, w których jedyne, co robię, to narzekam.

Czytam je sobie po kilku dniach i mam taki niesmak w ustach, że po trzech zdaniach wiem, że te bzdury nie mają prawa ujrzeć światła dziennego!

Do kosza!

Kolejne posty, które lądują gdzieś w cybernetycznej czasoprzestrzeni mojego tableta, są postami z cyklu: "jak z niczego stworzyć nowy wpis na blogu?"... takie posty zdarzają mi się raz na jakiś czas, gdzie głównym tematem jest brak tematu, a piszę je tylko dlatego, że mój wewnętrzny pisarz po prostu pisać musi, a że nie zawsze jest to jego dzień, to już tym się za specjalnie nie przejmuje.

Cóż... ale i tak go kocham, i cenię nad życie!

Tak trzymaj!

Trzecie w kolejności są posty o moim ciągłym braku współpracy ze sprzętem grającym.

Ile można czytać o tym, że mi kolejne radio nie chce działać albo wyłącza się w trakcie masażu ot tak po prostu.

O tych moich przygodach ze sprzętem i z zarysowaniem ukochanej płyty to ja bym książkę mogła napisać!

Dobrze, że świeczki nie podejmują prób kontaktu ze mną... to by była dopiero jazda!


niedziela, 26 czerwca 2016

... przygotuj się na podróż dookoła świata!

Właśnie  stworzyłam swoją pierwszą składankę do Lomi Lomi Nui.

Podkład oleoodporny jużna moim stole, więc niedługo zacznę tu robić masaż, który kocham całym swoim sercem...

Właściwie to ja go ciągle robię (tylko w krótszej wersji), o czym klienci nie wiedzą i dowiadują się tylko wtedy, jak mnie zapytają, gdzie ja się "tego" nauczyłam.

Do muzyki siadałam długo, bo ciągle nie miałam przekonania, co do tego, że chcę przez dwie godziny puszczać hawajskie śpiewy.

No w mordę... na dłuższą metę ja ich po prostu nie lubię!

Więc jakieś dwa miesiące zastanawiałam się, przy jakiej muzyce robić moje Lomi, bo wiedziałam, że ta aborygeńska fantastycznie pasowała do słowiańskiej ziemi, ale nie pasuje mi za bardzo do irlandzkiej... to znaczy pasuje do masażu, ale nie do lomi... nie tym razem!

Kombinowalam, kombinowalam i wykombinowalam!

Powrzucałam w jeden plik wszystkie utwory, które pasowały mi energetycznie do Lomi, uporządkowałam i wiecie co mi wyszło???

Jedna, przepiękna podróż dookoła świata!

A to dzięki utworom pochodzącym z takich zakątków świata jak: Hawaje (to chyba nie dziwi!), Australia (to chyba też!), ziemie Indian, Słowian oraz Bałkany, a do tego kraje arabskie i jedna latynoska muzyczna krew. Nawet Bocelli załapał się na moją listę!

Nie mam pojęcia, jaki będzie efekt.

Pierwsza o tym przekona się Szefowa!

Szefowo, przygotuj się na podróż dookoła świata!

Miejsce wylotu: gabinet numer cztery, Parknasilla Resort and SPA!

Cena biletu: trzy uśmiechy!

Bagaż: nielimitowany!


sobota, 25 czerwca 2016

Wykształciuchu drogi...

Kiedy sięgnę pamięcią do czasów bycia trenerem i pracy po 8h, dociera do mnie, że ja wtedy nic nie wiedziałam o prawdziwym zmęczeniu.

Wracałam sobie z tych warsztatów "padnięta" i zastanawiałam się, ile jeszcze pociągnę.

Oj, durna ja byłam, durna!

Taki wykształciuch, który nic o życiu nie wie!

Tak, wykształciuch nie mający zielonego pojęcia o pracy fizycznej, a który miał niezwykle poczucie sukcesu w życiu, no bo nic tak o nim nie świadczy jak MGR przed nazwiskiem!

Ha ha ha!

Wykształciuchu drogi...

Żartuję... bez "drogi!"

Guzik wiesz o zmęczeniu!!!!

Postój 8-9h przy stole do masażu, pobiegaj z odkurzaczem albo z tacą pełną talerzy albo pozmywaj naczynia przez pół dnia, wtedy zobaczysz, czym jest prawdziwe zmęczenie.

Siedzenie za biurkiem cię męczy?

Prowadzenie wykładu?

Warsztat na siedem godzin?

Weź do ręki mopa, potem idź pozmywaj naczynia, następnie trzaśnij z sześć masaży, wtedy pogadamy!

Obecnie moje ciało przywykło do pracy fizycznej, ale początki były dla niego szokiem.

Ogromnym szokiem!

P.S. Jogo, jeszcze raz dzięki, że jesteś!