poniedziałek, 5 marca 2018

"... kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie..."

Przychodzą takie dni w ciągu roku, kiedy nie da się do ich określenia użyć innych nazw, niż "stan du** czarnej połączony z otchłanią i czeluścią piekieł".

Kto tego nigdy nie doświadczył, niech zamilknie na wieki!

Choć wielu postrzega mnie jako wiecznie uśmiechniętego i pogodnego cyborga, to prawda o mnie jest inna. 

Zmienna, bo w końcu w tym wcieleniu jestem kobietą ;)

A mówiąc serio!

Ja też miewam dni, kiedy zastanawiam się nad tym, nad którą otchłanią teraz stoję.

Nietzsche kiedyś powiedział, że: "kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie".... oooooo taaaaak! 

www.pixabay.com

Podpisuję się pod tym wszystkimi paliczkami, jakie mam!

Temat otchłani jest mi bliski od lat, ale dziś już wiem, że im bardziej wgłębiam się w niego, tym bardziej on mnie zasysa. 

I można by filozoficznie uznać, iż to kwintesencja poznania siebie, prawdy i wszystkiego innego, co chcecie sobie pod to podłożyć, ja dziś jednak decyduję się na coś innego!

I choć moja Otchłań wraca czasem ze zdwojoną siłą, to dziś spojrzymy sobie w oczy, puścimy oczko i idziemy dalej. 

Ona dokądkolwiek tylko zechce.

Ja dokądkolwiek tylko mnie stopy poniosą.

Bo czasy picia kawy z Otchłanią mam już za sobą.

A dlaczego?

A dlatego, że szkoda mi już czasu na pełne bezczynności dni wypełnione łzami, bólem i cierpieniem.

Nie, nie wybieram głupiego i sztucznego optymizmu.

Ja po prostu wybieram siebie, a otchłań jest mną nie będąc mną jednocześnie. 

Fajnie, że byłaś, fajnie, że wycisnęłaś ze mnie hektolitry łez, ale dzisiaj puszczam Cię wolno.

Możesz iść dokądkolwiek zechcesz... i ja pójdę dokądkolwiek mnie tylko stopy poniosą. 

Jesteś wolna Skarbie <3 

Ja też! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza